Fundusze z opłatą zmienną mają w swej ofercie DWS, Pioneer, GTFI i Skarbiec. Wynagrodzenie to określane jest jako procent od zysku ponad indeks odniesienia (czyli tzw. benchmark) albo jako procent od straty mniejszej od benchmarku. Poza tym pobierana jest jeszcze opłata stała, stanowiąca odsetek od wartości aktywów.
Sytuacja, w której klient jest obciążany wynagrodzeniem za efektywność nawet gdy fundusz ponosi straty, jest możliwa np. w funduszu DWS Akcji Plus, którego benchmark składa się w 90% z WIG i 10% z rentowności bonów skarbowych. Wystarczy, że fundusz straci mniej niż indeks odniesienia. Nie jest to specjalne trudne na rynku spadkowym, zwłaszcza że udział akcji w portfelu tego funduszu może spaść do 40%, czyli może być o ponad połowę mniejszy niż wynosi udział WIG w benchmarku (DWS Akcji Plus pobiera opłatę stałą w wys. 1,5% wartości aktywów plus 25% od wyniku ponad benchmark). Podobnie jest w Skarbcu Net, który niezależnie od tego, czy fundusz zyskuje czy traci, pobiera 25% od wyniku ponad benchmark i 2,5% od aktywów.
Inaczej wygląda sytuacja w funduszu arbitrażowym Pioneera, Salomonie, oferowanym przez GTFI, oraz DWS Pieniężnym Plus. Tutaj w zasadzie nie jest możliwe, aby klient ponosił opłatę zmienną, gdy fundusz traci. Wynika to albo ze sposobu naliczania tego wynagrodzenia, albo z polityki inwestycyjnej, która, jak w przypadku Pieniężnego Plus, ogranicza możliwość ponoszenia przez fundusz strat.
- Zastanawiamy się nad zmianą sposobu naliczania wynagrodzenia za efektywność. Chcemy ograniczyć tę opłatę tylko do sytuacji, w której fundusz notuje zyski. Poza tym będzie ona prawdopodobnie pobierana raz do roku, a nie kwartalnie, jak obecnie - powiedział PARKIETOWI Jan Mieczkowski, prezes DWS TFI. - Na rozwiniętych rynkach pomysł z opłatą zmienną nie przyjął się w funduszach i funkcjonuje tylko w asset management. Ale nie jest ona pobierana, jeżeli portfele przynoszą straty - stwierdził Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union Investment TFI.
Opłata zmienna jest zazwyczaj gorszym rozwiązaniem dla klienta, jeżeli fundusz przynosi duże zyski. Po zsumowaniu wynagrodzenia stałego i zmiennego może się okazać, że za zarządzanie np. funduszem agresywnym klient płaci rocznie nawet 8%. Gdyby TFI pobierało tylko opłatę stałą, nie było to więcej niż 5%, gdyż taka jest maksymalna stawka obowiązująca na rynku. Dzięki temu rentowność funduszu byłaby wyższa: klient zamiast zarobić z inwestycji np. 15%, otrzymałby tylko 12%.