Marek Belka, wicepremier i minister finansów, prezentując w połowie kwietnia założenia makroekonomiczne do przyszłorocznego budżetu, powiedział, że w 2003 r. deficyt ekonomiczny nie wzrośnie. W tym roku ma on wynieść 4,8% PKB.
- Czy Ministerstwu Finansów uda się ograniczyć deficyt będzie zależało od tego, czy zdoła zachować reguły wzrostu wydatków budżetowych o wskaźnik inflacji plus 1 pkt proc. - powiedział PARKIETOWI Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BZ WBK. Zwrócił jednak uwagę na fakt, że w założeniach do przyszłorocznego budżetu rząd przyjął, iż inflacja w 2003 r. wyniesie zaledwie 3%. - Moim zdaniem będzie ona wyższa - powiedział K. Rybiński.
- Ponieważ deficyt budżetowy ma być mniej więcej taki sam, jak w tym roku, jedynym sposobem ograniczenia deficytu ekonomicznego są większe transfery albo spłata zadłużenia wobec OFE. To jednak jest coraz mniej prawdopodobne - twierdzi z kolei Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.
- Trudno na razie mówić, czy założenie deficytu na poziomie 3,7% PKB jest realne. Nie znamy jeszcze danych o wykonaniu budżetu w tym roku. Być może jest to reakcja Ministerstwa Finansów na ostatnią decyzję RPP, która obniżając stopy wykazała dobrą wolę we wspieraniu programu gospodarczego rządu - powiedziała Katarzyna Zajdel--Kurowska, ekonomistka banku Handlowego.
RPP, w komunikacie wydanym po zakończonym w czwartek posiedzeniu, po raz pierwszy zwróciła uwagę na niepewność związaną z przyszłorocznym budżetem. Wydatki publiczne są ściśle monitorowane przez Radę, według której zbytnie poluzowanie polityki fiskalnej musi być równoważone przez ostrą politykę pieniężną. W piątek w wywiadzie dla radia Zet szef NBP Leszek Balcerowicz wskazał na konieczność ograniczenia wydatków, które przyczyniają się do wzrostu kursu złotego.