W końcu piątkowej sesji uncja złota kosztowała w Londynie ponad 307,5 USD, wobec 302,35 USD tydzień wcześniej. Analitycy wskazywali na kilka czynników, które pobudziły wzrost notowań tego surowca. Pierwszym z nich było wyraźne osłabienie dolara wobec głównych walut europejskich, takich jak euro czy frank szwajcarski. Istotnym czynnikiem był też trwający konflikt na Bliskim Wschodzie, grożący destabilizacją rynku ropy naftowej, a wskutek tego również całej globalnej gospodarki. W tych okolicznościach wielu inwestorów woli lokować kapitały w bezpieczne aktywa, do jakich należy złoto. Od czasu wybuchu starć izraelsko-palestyńskich kruszec ten zdrożał już o 10%.
Tymczasem na rynku ropy naftowej mijający tydzień przebiegał dość spokojnie. Cena gatunku Brent wzrosła w Londynie o 1% i w końcu piątkowej sesji nieznacznie przekraczała 26 USD za baryłkę, wobec 25,85 USD tydzień wcześniej. Z jednej strony za zwyżką notowań przemawiały nieoficjalne informacje, że coraz więcej krajów z OPEC rozważa możliwość "użycia ropy", poprzez zmniejszanie jej dostaw, jako czynnika mogącego przywrócić pokój na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony, do zniżki przyczyniły się m.in. informacje, iż zapasy ropy w USA wciąż utrzymują się na wysokim poziomie.
Prawie nie zmieniły się natomiast w ostatnim tygodniu notowania miedzi. Tona tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w piątek w Londynie 1612 USD, wobec 1610 USD tydzień wcześniej. - W ostatnich tygodniach miedź i inne metale drożały za sprawą popytu ze strony funduszy. W mijającym tygodniu były one mniej aktywne i stąd niewielka zmiana cen - powiedział Reuterowi Lawrence Eagles, analityk z londyńskiego biura GNI Research.