Piątkowa sesja była dalszym ciągiem odreagowania po ostatniej udanej obronie luki hossy. Widać było jednak sporą różnicę między rynkiem kasowym a terminowym. Indeks zyskał ponad 18 pkt., podczas gdy kontrakty skończyły notowania tylko 2 pkt. wyżej. Skąd ta różnica? Wczorajszy wzrost indeksu większość traktuje jedynie jako odbicie od wsparcia, a nie jako początek nowej fali wzrostowej. Od dłuższego czasu mamy horyzont, a więc obrona jego dolnego ograniczenia z dużym prawdopodobieństwem powinna przynieść powrót do środka obszaru konsolidacji. Udało się to już na wczorajszej sesji, gdy indeks przekroczył poziom 1330 pkt. Kontrakty zatrzymały się właśnie w tym rejonie i z ponad 20-punktowej bazy niewiele już zostało.

Wyzerowanie bazy świadczy o niezdecydowaniu rynku, czemu wcale się nie dziwię. Trudno jest coś prognozować w horyzoncie, a już szczególnie w jego środkowym obszarze. Trzeba trzymać się sprawdzonej taktyki kupna na lukach hossy i sprzedaży w pobliżu górnych ograniczeń konsolidacji. Kilkakrotnie już o tym pisałem i oczywiście zapewne któregoś dnia po wybiciu taka strategia przyniesie w końcu straty. Nie wiadomo jednak, jak długo przyjdzie nam jeszcze zmagać się z trendem bocznym. Taka taktyka przynosi do tej pory wymierne korzyści, gdyż kontrakty kilkakrotnie odbijały się od luki hossy i nie przekraczały nigdy oporu na 1366 pkt. Kto trzyma się tej strategii, na pewno zarobił już na przyszłe straty po ewentualnym wybiciu. Zresztą podejrzewam, że nawet ci stratni w momencie wybicia nie będą mieli rynkowi za złe, że skończył już zamęczać ich sesjami, w czasie których zmienność nie przekracza kilku punktów, a brak trendu nie pozwala na większy zarobek. Na razie trudno określić kierunek przyszłego wybicia, a majowy weekend na pewno w tym nie pomoże.