Męcząca konsolidacja
Od półtora miesiąca WIG20 tkwi w trendzie bocznym, który - jak można przypuszczać - męczy już większość inwestorów pozostających na rynku. W tej sytuacji stawianie konkretnych prognoz co do kierunku wyraźniejszego ruchu obarczone jest dużym ryzykiem i dopiero wybicie z tego stanu może przynieść wiarygodniejsze sygnały.
Okresy stabilizacji w połączeniu z niewielkimi obrotami, czyli sytuacja, z jaką mamy aktualnie do czynienia, bywają przygotowaniem do większego ruchu. Choć jest wysoce prawdopodobne, że podobnie będzie także i tym razem, to jednak skuteczna obrona przed głębszą przeceną nie jest wystarczającą podstawą, by przesądzać, że czeka nas wkrótce poprawa koniunktury. Wręcz przeciwnie, WIG20 nadal sprawia wrażenie słabego, a inicjowane próby wzrostowe nie wyglądają na przekonujące.
Przykładem tego jest choćby ostatni okres. W ubiegłym tygodniu doszło do kolejnego testu najsilniejszego obecnie wsparcia w obrębie 1285-1300 pkt. Wyznacza go luka hossy z początku stycznia br. oraz poziom 38,2-proc. zniesienia wzrostów trwających od końca września ub.r. do końca stycznia br. (jest to zarazem dolny przedział konsolidacji).
Byki zdołały wprawdzie zmobilizować się w tym rejonie i zainicjować wzrostowe odbicie, jednak ich zapał skończył się już w okolicach pierwszego z ważniejszych oporów, który wyznacza linia trendu spadkowego oparta o szczyty z 28 stycznia i 8 marca br. Aktualnie przebiega ona na wysokości ok. 1325 pkt. i choć doszło do lekkiego naruszenia, to jednak niewielkie obroty podważały wiarygodność tego sygnału. Potwierdziły to ostatnie sesje, przynosząc powrót wskaźnika w okolice powyższego wsparcia.