Oczywiście małe obroty ułatwiają późniejsze odbicie, ale póki co nie widać na rynku kapitału gotowego agresywniej kupować akcje. Dlatego wciąż aktualna jest sugestia, aby trzymać się od nich z daleka w najbliższym czasie.

Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, czy dzisiejsze notowania przybliżają nas do zakończenia trendu horyzontalnego, którego naprawdę można mieć już dość. I tu nie jestem przekonany, czy zrobiliśmy poważny krok w kierunku wybicia. Nie pojawiły się ani większe obroty, sugerujące wzrost presji podażowej, ani spadki nie były bardzo szerokie. Nie zmienia to jednocześnie faktu, że niedźwiedzie mają wsparcie na wyciągnięcie ręki, czy raczej na wyciągniecie łapy. Tylko trzeba tą łapę wyciągnąć, a tego wciąż nie widać.

Rynek zachowuje się ta, jakby próbował wziąć na przeczekanie zniżki na zagranicznych giełdach. Tu jednak jest problem w tym, że nie zanosi się na trwalszą poprawę sytuacji w USA, co grozi przyspieszeniem spadków w Eurolandzie. I dlatego nie wiadomo, czy ta strategia przeczekania okaże się skuteczna i czy ktoś nie wychyli się przed szereg i nie zacznie mocniej sprzedawać. Z drugiej strony ewentualne trwalsze odbicie na tamtejszych parkietach nie musi wcale się przełożyć na wzrosty u nas, bo skoro nie spadaliśmy z nimi, to i rosnąć nie powinniśmy. Można wręcz przewrotnie powiedzieć, iż poprawa sytuacji w USA mogłaby zaowocować większym popytem u nas, co pozwoliłoby na odważniejszą sprzedaż.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu