Inwestorzy londyńscy, którzy doprowadzili w zeszłym tygodniu do spadku wartości polskiej waluty, tym razem, wbrew oczekiwaniom niektórych analityków, nie pozbywali się złotego. Euro zbliżyło się nad ranem do ważnego technicznie poziomu 0,919. Nie udało się go jednak przebić.

We wtorek rynek funkcjonował już normalnie, działali na nim zarówno inwestorzy krajowi, jak i zagraniczni (poniedziałek był dniem wolnym w Londynie). Niektórzy uczestnicy rynku obawiali się korekty na skutek działalności inwestorów londyńskich. To w końcu oni doprowadzili do ponad jednoprocentowego osłabienia złotego pod koniec zeszłego tygodnia (po wypowiedzi marszałka Sejmu Marka Borowskiego). Jednak wczoraj do spadku wartości złotego nie doszło.

W pierwszych transakcjach za USD płacono 3,956 zł, za euro 3,632 zł, odpowiadało to 12% powyżej starego parytetu. Od razu przeważył popyt. O 13.00 dotarliśmy do 3,95 i 3,612, czyli 12,3%. Kończyliśmy nieco niżej, kursy wynosiły 3,965, 3,62, odchylenie od starego parytetu zaś - 12,1%.

Ceny żywności spadły w drugiej połowie kwietnia o 0,2%, co oznacza, że w całym miesiącu wzrosły o 0,5%. W praktyce oznacza to, że możemy liczyć na kolejny spadek inflacji, i to być może nawet w okolicę 3% rok/rok.

Nad ranem czasu polskiego, podczas notowań na Dalekim Wschodzie, wartość wspólnej waluty zbliżyła się do 0,919 dolara za euro (dokładnie byliśmy na 0,9188). Ponieważ 0,919 jest bardzo ważnym poziomem technicznym, rozpoczęła się jego obrona. To dlatego pierwszych transakcji w Europie dokonywaliśmy po kursie 0,918, a po dwudziestu minutach byliśmy już na 0,916. Potem euro traciło dalej, jednak już nie tak szybko. Około 10.30 dotarliśmy w okolicę 0,915. Następne półtorej godziny to okres oscylacji wokół tego poziomu. W południe zaczął przeważać popyt, tak że o 12.30 osiągnęliśmy 0,917. Wtedy zaczęła się powtórna sprzedaż wspólnej waluty. O 14.00 byliśmy już w okolicach 0,912. Kończyliśmy na 0,913.