Cała Polska widziała, że na akcjach Wedla w listopadzie 1997 r. doszło wręcz do podręcznikowego przypadku wykorzystania na giełdzie informacji poufnej. Jest to jeden z głośniejszych przekrętów, który obok "poznańskiej wirrówki" był podawany jako przykład działalności przestępczej na naszym rynku. Ponieważ sprawa wydawała się ewidentna, a nasze sądy są może nierychliwe, ale sprawiedliwe, to uzbrojony w cierpliwość przez 5 lat czekałem (nie tylko ja) na osądzenie winnych, co byłoby dobrą nauczką i przestrogą dla naśladowców.
Byłem pewien, że się uda. Dlaczego? Ponieważ, jak zapewniała w 1997 r. KPWiG, nie było problemów z wykryciem osób, które wykorzystały przeciek i dokonywały przed wezwaniem ogłoszonym przez PepsiCo zakupów znaczących pakietów akcji. Według różnych szacunków, mogły one zarobić dzięki insajdowi nawet 1 mln zł. Ponieważ za wykorzystanie informacji poufnej grozi do 5 lat więzienia i do 5 mln zł grzywny, przekręt kwalifikował się nawet do maksymalnego wymiaru kary. Komisja sprężyła się jak mogła i na początku stycznia 1998 r. złożyła w prokuraturze liczące 31 stron zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dorzuciła do tego kilkadziesiąt stron załączników.
Przez prawie 5 lat prokuratura w pocie czoła sprawdzała dostarczony materiał dowodowy i przygotowywała własny. Podobno nawet skierowała w tym czasie w przypadku pobocznych wątków akty oskarżenia, o których nie słyszałem, by zakończyły się wyrokami. W 2002 r. sprawie groziło przedawnienie. Już nie grozi, bo prokurator umorzył postępowanie. Okazało się, że zebrany materiał nie był wystarczający do przedstawienia zarzutów. Nie dowiemy się czy rozpadł się ze starości, pożółkł, czy też zjadły go myszy, bo poza tym lakonicznym stwierdzeniem prokuratur nie ma nic do powiedzenia.
A ja mam. Chciałbym w imieniu wszystkich inwestorów nieraz nabitych w butelkę przez cwańszą grupę graczy serdecznie podziękować za szybkość w dochodzeniu do tak trudnych do skonstruowania wniosków. Bo przecież sprawa mogła się przedawnić, a dzięki temu się nie przedawniła, tylko sprawy po prostu już nie ma. Podobnie nie ma już sprawy "poznańskiej wirrówki", gdzie kilka lat temu doszło do ewidentnego manipulowania kursem kilku mniejszych giełdowych spółek. W tamtym przypadku sąd skorzystał z opinii takich biegłych, którzy niczego w dziwnym windowaniu kursów się nie dopatrzyli. Po prostu eksperci uznali "ustawiane kursy" za niewinną grę popytu z podażą. Cała inwestorska Polska razem z KPWiG oraz mediami widziała co innego, ale pewnie cierpi na pomroczność jasną.
Jeśli w tak ewidentnych sprawach jak Wedel czy "poznańska wirrówka" dochodzi do ośmieszających wymiar sprawiedliwości rozstrzygnięć, to oznacza, że pozostali przekręciarze, o których było mniej głośno w ostatnich latach, a sporo na insajdach i manipulacji zarobili, mogą spać spokojnie. Spokojnie z pewnością nie śpią ci wszyscy anonimowi inwestorzy, którzy na takich działaniach stracili. Mieli pecha. Jeśli nic się nie zmieni, pecha będą mieć następni aż do wybicia całego gatunku "prostych dawców kapitału". Wtedy pecha będą mieć wszyscy odpowiedzialni za rozwój tego rynku, gdyż kolejnym etapem będzie jego zwijanie.