Rynek wykazuje coraz głębsze objawy słabości. Wskazuje na to przede wszystkim sposób reakcji kursów akcji naszych spółek na środową zwyżkę na Nasdaq. Można ponadto sądzić, że mocny wciąż wobec dolara złoty zniechęca większy kapitał do lokowania w Polsce. Zastanawiając się, kiedy kapitał ten powróci, można, moim zdaniem, przyjąć dwa warianty. Pierwszy ma charakter cykliczny. Jeżeli na wykresie miesięcznych obrotów akcjami spółek z WIG 20 naniesiemy średnią 3-miesięczną, to okaże się, że w ostatnich latach lokalne dołki aktywności inwestycyjnej miały miejsce co około 11 miesięcy (ostatnio we wrześniu poprzedniego roku). Zakładając, że powyższa prawidłowość będzie nadal obowiązywać, można oczekiwać kolejnego dołka obrotów blue chipami w końcu lata tego roku, w okolicach sierpnia. Wówczas prawdopodobnie napłynie też na GPW kolejna fala kapitału zagranicznego, dyskontującego oznaki ożywienia gospodarczego, które wówczas powinny się wreszcie pojawić.

Drugi wariant zakłada natomiast, że inwestorzy zagraniczni zainteresują się naszym rynkiem akcji w sytuacji ewentualnej interwencji walutowej, dokonanej przez bank centralny na krajowym rynku finansowym. Wywołane takimi działaniami przejściowe osłabienie złotego zachęciłoby zapewne "zagranicę" do bardziej radykalnego skupowania najbardziej płynnych walorów. Uważam, że bardziej realny jest wariant pierwszy, z uwagi na jego trwałe cykliczne podstawy.

Krótkoterminowe uwarunkowania zewnętrzne można określić mianem umiarkowanie negatywnych. Niepokojąco zostały odebrane między innymi ostatnie dane o spadku produkcji przemysłowej w Niemczech. Warto przy okazji zauważyć, że fakt jest raczej typowy dla roku następującego bezpośrednio po roku bessy na giełdzie, gdyż zanim dojdzie do silniejszej poprawy makroekonomicznej, musi upłynąć kilka, a nawet kilkanaście miesięcy od np. rozpoczęcia serii redukcji stóp procentowych przez bank centralny.