We wtorek złoty znowu się osłabił. Ostatnie wydarzenia wprowadziły zamęt i niektórzy inwestorzy postanowili zamknąć tak na wszelki wypadek swoje pozycje. Najniższe wartości odnotowaliśmy około 10.00. Dolar kosztował wtedy 4,14 zł, euro 3,74 zł, a odchylenie wynosiło 8,7%. Kończyliśmy na nieco tylko wyższych poziomach. USD ceniono na 4,09 zł, euro na 3,69 zł, byliśmy 9,9% powyżej parytetu. To efekt popołudniowych wypowiedzi Marka Belki.

Co mogłoby doprowadzić do trwalszego spadku wartości polskiej waluty? Zastanówmy się najpierw, co powodowało w ostatnich miesiącach jej aprecjację. Z jednej strony wciąż utrzymują się relatywnie wysokie rynkowe stopy procentowe, z drugiej spadło, zdaniem wielu inwestorów, ryzyko inwestycyjne, bo Polska w najbliższym czasie ma być przyjęta do struktur Unii Europejskiej. W dodatku dane makroekonomiczne nie są złe. Szczególnie zaś mający duże znaczenie dla sytuacji na rynkach finansowych deficyt na rachunku obrotów bieżących. Inwestorzy zainteresowali się więc rynkiem papierów skarbowych. Gdyby jednak nie oferowano nowych papierów, samo zainteresowanie nie spowodowałoby tak silnej aprecjacji złotego. Cały problem to podaż nowych obligacji, które Ministerstwo Finansów musi sprzedać, aby sfinansować pokaźny deficyt budżetowy. Inwestorzy zagraniczni chcąc je kupić zamieniali waluty obce na polską. To właśnie dlatego złoty zyskiwał tak bardzo. Na kurs złotego mają także wpływ oczekiwania na następne obniżki stóp procentowych. Aby więc doprowadzić do trwalszej korekty na rynku, trzeba by było albo zwiększyć ryzyko, albo ograniczyć deficyt budżetowy. Zwiększenie ryzyka to np. opóźnienie procesu wejścia Polski do UE, czy też pogorszenie sytuacji na rachunku obrotów bieżących. Czy możemy na to liczyć? Niebezpieczeństwo istnieje, ale inwestorzy zagraniczni na razie się nim za bardzo nie przejmują. Złe wrażenie wywarłaby także zmiana ustawy o NBP. Jednak ten czynnik mógłby doprowadzić do trwalszego osłabienia polskiej waluty tylko w sytuacji, gdyby nowa Rada podjęła decyzje uznane przez inwestorów za niekorzystne dla długookresowej stabilizacji makroekonomicznej. Zmniejszenie deficytu budżetowego w tym roku nie wchodzi oczywiście w grę.

A co z interwencjami? Nikt nie kwestionuje, że w krótkim okresie doprowadziłyby one do spadku wartości złotego. Nie chodzi jednak o to, aby polska waluta osłabiła się np. na tydzień. Wszystko wskazuje na to, że trzeba by więc było dokonywać interwencji regularnie, a to kosztuje. I byłoby wykorzystywane przez inwestorów spekulacyjnych.