Reklama

Czy leci z nami pilot

Publikacja: 17.05.2002 09:47

O co chodzi z tym kursem walutowym? Dlaczego eksponowani funkcjonariusze państwowi, nieustający krytycy nadmiernej aprecjacji, w ciągu niespełna dwóch dni najpierw doprowadzili do poważnego osłabienia złotego, a później do jego wzmocnienia? Czy po to zwołuje się konferencje prasowe ministra finansów, żeby rynki finansowe miały się zastanawiać, co pan wicepremier właściwie powiedział? I po co?

My tego nie wiemy. Rząd napiął się, postraszył inwestorów, a później ustami ministra finansów wydał z siebie niezdecydowane mruknięcie. Trudno się w tym rozeznać. Nie sposób logicznie objaśnić.

Z mętnawych wywodów ministra finansów wynika, że chodzi o zwiększenie ryzyka kursowego. Przy reżimie free-float ma ono być jakoby mniejsze niż przy dirty floating. To prawda, jeśli chodzi o kilka miesięcy. Na dłuższą metę jest jednak - oczywiście - odwrotnie. Uwiązanie kursu (peg) z pasmem wahań, czy też dyskrecjonalne przyjęcie dopuszczalnych poziomów odchyleń, redukują przecież ryzyko kursowe. Niepewność rynku przy kursie uwiązanym (w dowolnej postaci) staje się zdecydowanie mniejsza niż przy reżimie płynnym, natychmiast po tym, jak rynek rozezna tolerowane przedziały wahań lub poziom uwiązania kursu.

Trudno dociec, dlaczego minister finansów, mówiąc o potrzebie zmiany polityki kursowej, tak mocno akcentował konieczność odejścia od zasady nieinterwencji banku centralnego na rynku walutowym, skoro możliwość podejmowania interwencji implicite ujmowana jest od kilku lat w założeniach kolejnych polityk pieniężnych NBP. Interwencje walutowe nie są więc z definicji wykluczone. One nie były po prostu od kilku lat podejmowane, bo bank centralny nie widział ku temu powodów, wykorzystując deprecjację dla szybkiej dezinflacji. Teraz, jak wolno domniemywać, to rząd miałby bankowi wskazywać konkretny moment dla obligatoryjnego przeprowadzenia interwencji. Oznaczałoby to, odejście od strategii bezpośredniego celu inflacyjnego na rzecz nominalnej kotwicy kursowej. I to ma być ta drobna zmiana zaproponowana pod banalnym hasłem "odejścia od nieinterwencyjnej ortodoksji"?

Idźmy dalej. Dlaczego minister finansów sięga po wyświechtany przez lepperowców argument, że zmiana reżimu kursowego powinna zniechęcać do Polski inwestorów portfelowych? Ja się pytam: to kto nam wtedy sfinansuje deficyt? Dziadek Mróz? Deficyty będą duże. Prywatyzacje - małe. Spekulanci powinni być dla pana ministra finansów na wagę złota.

Reklama
Reklama

Kolejna tajemnica owinięta w zagadkę. Dlaczego Marek Belka wskazuje na poziom kursu jako główny powód spadku dynamiki eksportu? Tego nie sposób wyjaśnić niewiedzą. Pan minister doskonale przecież wie, że wielkość popytu zagranicznego, czyli stan koniunktury, jest znacznie ważniejszym czynnikiem determinującym dynamikę eksportu, co jest regularnie potwierdzane przez wiele, niezależnych od siebie, badań.

Postawienie tezy, że postępująca redukcja zatrudnienia u eksporterów wystarczająco uzasadnia konieczność obniżenia wartości złotego, jest z kolei prawdziwie cyrkową ekwilibrystyką. Ale co to ma wspólnego z ekonomią, gdzie liczy się pozycja konkurencyjna i wzrost produktywności? Co takie argumenty mają wspólnego z obiektywną sytuacją gospodarki, gdzie eksport do spółki z importem stanowią ledwie ok. 15% obrotów na rynku walutowym? Czy waga deprecjacji kursu dla eksporterów nie jest aby fetyszyzowana przez polityków przemawiających w interesie nieznacznej mniejszości, ale tak jakby mówili w imieniu większości?

Dlaczego wreszcie akcentując kwestię "prowzrostowej polityki kursowej" minister finansów nawet się nie zająknął o innych niż osłabienie złotego i redukcja stóp procentowych sposobach zwiększenia dynamiki wzrostu? Może dlatego, że bardziej go interesuje przyspieszenie wzrostu bieżącego PKB niż podniesienia PKB potencjalnego? A skoro do stymulacji popytu nie można się dobrać od strony stóp, to może warto spróbować od strony kursu. Za dużo tych znaków zapytania. Za dużo chaosu. Moim zdaniem, jedno przynajmniej staje się coraz bardziej jasne: ten rząd nawet przez chwilę nie pogodził się ze strategią bezpośredniego celu inflacyjnego realizowaną przez bank centralny. I zrobi wszystko, żeby to zmienić.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama