WLC inwestowała aktywnie, m.in. w obligacje zamienne skonwertowane później na akcje Apeximu i - w mniejszym stopniu - w walory Szeptela. Dlaczego interesowały ją te spółki, nie wiadomo. Prawdopodobnie decydował o tym Stanisław Gasinowicz, główny akcjonariusz Wólczanki, i współpracujące z nim osoby. Te walory, które WLC zachowała w portfelu, straciły na wartości.
Wólczanka może więc nie mieć środków na spłatę weksli. Z tego tytułu winna jest BGŻ 18 mln zł. Bank mógłby zrolować jej zadłużenie, ale to spore ryzyko, bo WLC jest w złej sytuacji finansowej. Spółka ma poręczyciela - Wólczankę, właściciela obecnie niespełna 20% jej udziałów. Wólczanka zapewne przynajmniej część tej kwoty będzie musiała zapłacić. Skąd weźmie pieniądze? Np. emitując obligacje. Podpisała już z BGŻ porozumienie w tej sprawie.
Inwestycje kapitałowe WLC, dawniej niemal w całości należącej do Wólczanki, a także samej Wólczanki od dawna budzą kontrowersje. Z naszych informacji wynika, że ich zwolennikiem nie jest zarząd firmy. Nie jest, ale pod presją głównych akcjonariuszy inwestycje te realizował. Tylko jeden członek zarządu odmawiał ostatnio podpisywania skonsolidowanych sprawozdań finansowych.
Krzysztof Jedlak