"Jazdy na bazie"
Zacznijmy od prostego przykładu. Załóżmy, że inwestor dochodzi do wniosku, że w najbliższych dniach indeks wzrośnie około 40 pkt. Baza (różnica między kursem kontraktu a wartością indeksu) wynosi w danym momencie +25 pkt. Inwestor otwiera długą pozycję, po czym indeks rośnie o upragnione 40 pkt. Na każdym normalnym rynku oznacza to tylko jedno - zysk na długiej pozycji. Kierunek ruchu został trafnie przewidziany, jego zakres też, a dodatkowo ruch był całkiem spory. Okazuje się jednak, że na GPW nie jest to takie oczywiste. Wielokrotnie bowiem dochodziło do sytuacji, że w czasie wzrostu indeksu kontrakty "nie wierzą" w kontynuację ruchu i zmniejszają bazę lub nawet przekręcają ją na minusy. Mamy więc na przykład sytuację, w której - po 40-pkt. wzroście indeksu - baza wynosząca +25 pkt. zmieniona zostaje na -20 pkt. Dochodzi do sytuacji, w której inwestor dobrze trafił w 40-pkt. ruch indeksu, ale wskutek zmiany bazy traci 5 pkt. Na rozwiniętych rynkach taka sytuacja jest wręcz niemożliwa, bowiem każde nawet minimalne odchylenie od wartości teoretycznej systemy komputerowe wykorzystują do przeprowadzenia arbitrażu. Na GPW spekulanci nawet na jednej sesji potrafią zrobić naprawdę imponującą "jazdę na bazie".
Handlując intensywnie na kontraktach, oprócz analizy technicznej, inwestor musi jeszcze zajmować się tzw. analizą psychologii rynku. Przez analizę psychologii rynku rozumiem dociekanie, co w danym momencie kieruje inwestorami, kiedy zaczną ucinać straty zamykając pozycje albo do jakiego poziomu będą je uśredniać, licząc na odwrócenie tendencji...etc. Wprawdzie jest to znowu analiza obrotu, korelacji z indeksem, czy też analiza zmian liczby otwartych pozycji i można to podpiąć pod dział analizy technicznej, ale tutaj potrzeba jeszcze trochę własnej interpretacji, którą nie zawsze da się dokładnie zdefiniować. W "Psychologii giełdy" ciekawie pisał o tym Kostolany, dla którego giełda w krótkim terminie w 90% składa się z psychologii, której analiza jest nieomal sztuką. Jeśli jest się doświadczonym giełdowym graczem, niekiedy nie można wszystkiego przewidzieć, ale trzeba wyczuć lub odgadnąć. Wyczucie natomiast zdobędziemy tylko i wyłącznie przez doświadczenie. To, co Kostolany pisał w odniesieniu do całego rynku, chciałem odnieść do zmian bazy na kontraktach. Okres do takich analiz jest bardzo sprzyjający, gdyż nastąpiło właśnie upragnione wybicie z wielomiesięcznego marazmu, które zapewne wprowadzi na rynek nieco ożywienia.
Analogiczne wybicia
Po zeszłotygodniowym wybiciu z horyzontu inwestorzy zaczęli szukać analogii do obecnych wydarzeń. Ostatnio mieliśmy dwa rajdy w górę: kończący bessę w październiku 2001 oraz minihossę zafundowaną (od słowa fundusze) na początku roku. W obu przypadkach mocne wybicie poprzedził okres męczącego marazmu i w obu były duże wątpliwości co do podstaw wzrostu. Widać więc sporo podobieństw do obecnej sytuacji. Zobaczmy, jak w tym okresie zachowywały się kontrakty.