Sytuacja wokół amerykańskiego, a co za tym idzie - i światowego rynku akcji, zaczyna coraz bardziej się komplikować. Z jednej strony, inwestorzy boją się nowych zamachów terrorystycznych, o czym w ostatni weekend przypomniała administracja Busha. Natomiast z drugiej strony, wyniki spółek, które jako ostatnie publikowały dane za pierwszy kwartał 2002 roku, niosą pewną nutkę nadziei na poprawę wyników w następnych kwartałach. Podobnie jak czwartkowe dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku, które w kwietniu wzrosły o 1,1-proc. Jest to wynik o 0,7% lepszy od oczekiwań. Dane te, nawet po odliczeniu zamówień na sprzęt obronny i transportowy, wskazują, iż amerykańskie firmy powoli zwiększają nakłady na inwestycje.
W tej sytuacji, gdy inwestorzy bombardowani są tak sprzecznymi informacjami, trudno prawidłowo ocenić stronę, w którą w najbliższym czasie "ruszą" indeksy. I tu niezbędna staje się analiza techniczna, całkowicie wykluczająca element emocjonalny. A ta wyraźnie sugeruje możliwość wzrostów w średnim terminie. Zwłaszcza przez rynek technologiczny Nasdaq, którego indeks w ciągu ostatnich dwóch tygodni wygenerował silne sygnały kupna. Przede wszystkim jest to tygodniowa formacja gwiazdy porannej oraz sygnały kupna utworzone na popularnych wskaźnikach (MACD, RSI, Stochastic Oscillator). Wobec tego, nawet jeżeli nie zostanie zrealizowany wzrostowy scenariusz, to indeks Nasdaq Composite powinien wejść w trend boczny w obszarze 1570-1750 pkt. Powrót to spadków jest raczej mało prawdopodobny.
Bardzo podobnie prezentuje się indeks szerokiego rynku S&P500. Strona popytowa zdołała powstrzymać marsz niedźwiedzi na poziomie 1050 pkt. Po czym, dość gwałtownie wyprowadziła indeks powyżej 1080 pkt., gdzie silną barierę podażową tworzyły dwa lokalne dołki z lutego br. Taki ruch należy traktować jako poważny sygnał kupna. Zwłaszcza że znajduje on pełne potwierdzenie w zachowaniu wskaźników. Mam na myśli głównie MACD (przebił od dołu swoja linię sygnalną) i RSI (negatywna dywergencja).