Słaba sesja w Stanach spowodowała niższe otwarcie, ale spore poranne wzrosty giełd Eurolandu szybko wyciągnęły nas na plusy. Wraz z otwarciem rynku kasowego atmosferę podgrzał jeszcze niemiecki indeks Ifo, po którym większość giełd zwiększyła wzrosty. Jednak już po niecałej godzinie inwestorzy ustalili satysfakcjonujący ich poziom i stabilizacja trwała niemal do końca sesji.

Po raz kolejny nie udało się kontraktom pokonać szczytu z 17maja. Poziom ten (1408 pkt.) jest obecnie górnym ograniczeniem konsolidacji. Wybicie w górę byłoby dość jasnym sygnałem kontynuacji rozpoczętego w poprzedni czwartek trendu. Na razie jednak nie widzę nic, co miałoby to spowodować. Fundusze najwyraźniej się do tego nie kwapią. Wczorajsza sesja była idealną okazją do przechylenia szali na stronę byków. Święto na amerykańskich giełdach pozwalało polskim funduszom nie oglądać się na amerykańskie rynki i rozgrywać własną grę. Skończyło się jednak tylko marnym 3-punktowym wzrostem.

Konsolidacja, w jakiej ugrzązł nasz rynek, wydaje się nie mieć końca. Na rynek nie napływają na razie żadne informacje, które mogłyby doprowadzić do przebicia oporów. Fundamentalna sytuacja większości spółek nie jest w mojej ocenie najlepsza, tak samo jak ich perspektywy. Dodając do tego ewentualne zawirowania polityczne, które czekają nas po decyzji RPP, oraz prawdopodobne spadki na giełdach światowych, to mimo obecnego trendu wzrostowego skłonny byłbym raczej do stwierdzenia, że formujemy właśnie szczyt. Nasz mały rynek mogłyby uratować po raz kolejny fundusze, ale składki płyną na razie zbyt wolno, co przy ustalonych limitach nie pozwala na zbyt agresywne kupno. Z byczym obozem będzie się trzeba przeprosić po ewentualnym wybiciu z konsolidacji, niezależnie od logiki takiego ruchu.