Monika Olejnik: - (...) Aresztowano Władysława Jamrożego, co Pani o tym sądzi, czy odetchnęła Pani z ulgą?
Aldona Kamela-Sowińska: - Niestety, nie jest to powód do radości, oddychania z ulgą. Bowiem jest to zjawisko raczej smutne, skoro prezes jednej z największych spółek Skarbu Państwa, a potem drugiej, Totalizatora Sportowego, prowadzi działalność, która naraża interesy tego skarbu, a tym samym i całego państwa. Ale może jest cień satysfakcji, że sprawiedliwości stanie się zadość.
Monika Olejnik: Ale można się też zastanawiać, jak to mogło się stać, że wiadomo było o Władysławie Jamrożym, że działał na szkodę spółki, tak mówiono, i został szefem Totalizatora, pamiętam, wtedy protestował Leszek Balcerowicz.
Aldona Kamela-Sowińska: - Pamiętam stan taki, że przez pierwsze dwa i pół roku zajmowałam się w Ministerstwie Skarbu sprawozdaniem o majątku, jego policzeniem, wartościowaniem. To było duże dzieło. W momencie kiedy powierzono mi funkcję ministra skarbu państwa, natychmiast wzięłam się do uporządkowania struktur gospodarczych. I jednymi z pierwszych dokumentów, nad którymi bardzo poważnie pochyliłam się, to był właśnie Totalizator i PZU. Niestety, czytanie tych dokumentów powodowało refleksję jednoznaczną. Natychmiast podjęłam działania mające na celu, po pierwsze, odsunięcie pana Władysława Jamrożego od działania w spółce, a potem stosowne dokumenty, które sformułowałam do prokuratora o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, działania na szkodę spółki. To był artykuł kodeksu handlowego, bo tylko takie uprawnienia miał minister skarbu. Chcę powiedzieć, że nie wnikałam w przeszłość. Patrzyłam do przodu, co zrobić, żeby dalej ten stan rzeczy nie trwał.
Monika Olejnik: - Pan Jamroży, kiedy go zatrzymano, próbował zjeść kilka kartek swoich, ze swoich dokumentów, próbował zniszczyć kartę telefoniczną. Jak Pani sądzi, jakie zarzuty mogą być postawione panu Jamrożemu?