Po niedawnym ujawnionym przez PARKIET przypadku, jaki spotkał inwestora CDM Pekao SA, teraz bardzo podobna historia dotarła do nas od inwestora mającego rachunek w DM BZ WBK. Inwestor działający w POK-u w Łodzi twierdzi, że na skutek nieuczciwej pracy maklera stracił około 150 tys. zł.
Sprawa miała swój początek w 1999 roku. Wówczas inwestor założył rachunek w biurze maklerskim, głównie z myślą o kupnie obligacji. Jednak makler poradził mu, aby wpłacić znacznie większe kwoty, a wówczas on sam zacznie obsługiwać jego rachunek. Klient twierdzi, że miał wówczas do biura pełne zaufanie i uczynił, jak mu radzono.
Po kilku miesiącach zaniepokoił go jednak sposób pracy maklera. Co więcej, będąc w POK-u poznał osoby, które również - delikatnie mówiąc - nie miały o nim najlepszej opinii. Działanie maklera polegało na tym, że on sam składał zlecenia, a inwestor po kilku dniach przychodził do biura, by podpisać zrealizowane transakcje.
Zdaniem klienta, makler prowadził ten proceder nawet wówczas, gdy zakazał mu składania zleceń. Nie pomagały także interwencje u zwierzchników. Inwestor twierdzi nawet, że próbowali oni całą sprawę zatuszować. Zupełnie inaczej przedstawia to biuro maklerskie.
Odpiera zarzuty inwestora, zwłaszcza te o unikaniu wyjaśnienia sprawy. - Sami zgłosiliśmy tę sytuację do prokuratury oraz KPWiG. Komisja w toku postępowania ustaliła, że na około 1,7 tys. zleceń tylko jedno nie miało podpisu - mówi Piotr Konieczka, wiceprezes zarządu DM BZ WBK. Według niego, biuro dopełniło formalności związanych z wyjaśnieniem nieprawidłowości i sprawa z punktu widzenia DM BZ WBK jest zamknięta.