Część inwestorów, szczególnie zagranicznych, spodziewa się obniżenia do końca roku stóp o kolejne 100-200 punktów bazowych. Po wczorajszym cięciu pozostają oczekiwania na dalsze. Prawdziwym zaskoczeniem były dane o kwietniowym stanie rachunku obrotów bieżących. Ale nie sama wielkość, lecz przede wszystkim jego struktura były tematem dyskusji.

Doszło bowiem do bardzo wyraźnego wzrostu eksportu i importu. Czyżby więc cała ta kilkutygodniowa dyskusja na temat kursu złotego i jego fatalnego wpływu na eksport była pozbawiona sensu? Jedną rzecz trzeba jeszcze raz bardzo wyraźnie podkreślić: około 70% polskiego eksportu jest rozliczane w euro. A akurat ta waluta systematycznie drożeje wobec złotego ze względu na zmiany na rynku eurodolara. Jeśli, tak jak sadzą niektórzy analitycy, wspólna waluta osiągnie w najbliższych miesiącach poziom 1:1 wobec USD, może się okazać, że żadne interwencje na rynku nie są potrzebne, bo kurs będzie satysfakcjonował eksporterów. Oby, bo jest mało prawdopodobne, aby NBP zgodził się na jakiekolwiek kontrolowaną sprzedaż złotego na rynku walutowym.

Polska waluta nie zareagowała na te wszystkie informacje. Zaczynaliśmy z 4,05 zł i 3,765 zł, odpowiadało to 9,3% powyżej starego parytetu. Potem obserwowaliśmy spadek wartości dolara i wzrost euro (to efekt zmian na rynku eurdolara). Kończyliśmy na 4,042 zł i 3,772 zł.

Wspólna waluta znowu zyskała wobec dolara. Co prawda, zaczynaliśmy z poziomu poniżej 0,93 USD, ale potem właściwie przez cały dzień przeważał popyt. W efekcie na zamknięciu dotarliśmy do 0,9330. To najwyższy poziom od marca 2002 roku.