WIG20 poniżej
styczniowego szczytu
Najpowszechniejszą teorią na temat silnego wzrostu kursów największych spółek, jaki miał miejsce w połowie miesiąca, jest gwałtowny wzrost popytu ze strony inwestorów zagranicznych. Nie wiem, czy to wytłumaczenie jest słuszne, ale w kontekście dalszego rozwoju trendu na GPW najważniejsze jest to, co stało się w czasie kolejnych notowań. Na sesji 17 maja, dzień po gwałtownym wzroście, WIG20 osiągnął przejściowo nawet 1414 pkt., by zamknąć się na poziomie 1385 pkt. Temu zbiciu kursów towarzyszyły obroty w wysokości 530 mln zł, drugie pod względem wartości w tym roku.
Najwyższą wartość obroty miały na sesji 9 stycznia, również dzień po gwałtownym wzroście na rynku. Jaki przebieg miały notowania z rekordową aktywnością inwestorów? WIG20 osiągnął w trakcie sesji nawet 1441 pkt., żeby na zamknięcie mieć już tylko 1389 pkt. Takie zachowanie wskaźnika praktycznie przesądziło o tym, że zapoczątkowana miesiąc wcześniej fala wzrostowa została zakończona - później wprawdzie WIG20 doczłapał jeszcze do 1464 pkt., ale jakość zwyżki pozostawiała wiele do życzenia.
Wydaje się, że wzrost notowań z 16 maja był tylko spekulacyjną zagrywką pod wysyp akcji na sesji dzień później. To sugeruje, że styczniowy szczyt WIG20 pozostanie na razie nie pokonaną barierą, a jedynym efektem ataku spekulacyjnego kapitału jest rozszerzenie trendu bocznego.