- Mam opinie prawne z kilku kancelarii, które potwierdzają, że odwołać mogła mnie tylko rada nadzorcza. Syndyk powinien natomiast skupić się na pilnowaniu majątku do czasu uprawomocnienia postanowienia o upadłości. Tymczasem zwolnił pracowników produkcyjnych i wręczył mi najpierw wypowiedzenie o pracę w normalnym trybie, a następnie pod jakimś wydumanym pretekstem zwolnił mnie dyscyplinarnie. Jestem dla niego niewygodnym człowiekiem w spółce, dlatego że cały czas walczę o jej przetrwanie. Jemu najwyraźniej nie jest to na rękę. Co więcej, nakłaniał mnie do "odpuszczenia" sprawy i wycofania zaskarżenia na decyzję sądu pierwszej instancji. Jestem gotów zeznać to przed sądem - stwierdził Marek Diering, prezes zarządu Espebepe.

Decyzją sądu i działaniami syndyka zbulwersowani są prywatni akcjonariusze spółki. Z naszych informacji wynika, że zamierzają oni skierować dzisiaj prośbę do przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd o ochronę interesów spółki publicznej. Ich zdaniem, decyzja szczecińskiego sądu była przedwczesna, a wierzyciele wycofali wnioski o upadłość. Tymczasem kroki podjęte przez syndyka jeszcze przed uprawomocnieniem postanowienia mogą mieć nieodwracalne skutki. - Dobrze, że udało nam się zabezpieczyć majątek przed wyprzedażą. Utrudnia nam się jednak prowadzenie niezbędnej działalności operacyjnej. Spółka pozyskała przecież ostatnio kilka kontraktów - stwierdził Aleksander Rostocki, przewodniczący rady nadzorczej Espebepe, jeden z głównych prywatnych udziałowców spółki.

W Komisji zapewniono nas wczoraj, że przypadek Espebepe jest analizowany i jeżeli akcjonariusze spółki rzeczywiście złożą wniosek o ochronę ich praw, zostanie on rozpatrzony.

- Sytuacja jest na tyle kuriozalna, że syndyk zablokował nawet środki na zorganizowanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy, podsumowującego ubiegły rok. W terminie przewidzianym przepisami prawa nie zostanie ono zatem zwołane - dodał M. Diering.

Sprawę upadłości Espebepe rozpatrzy teraz sąd okręgowy, do którego spółka wniosła zaskarżenie na decyzję sądu pierwszej instancji. Przypomnijmy, że zapadła ona na posiedzeniu niejawnym 13 maja tego roku, na wniosek dwóch wierzycieli, którzy następnie wycofali swoje stanowiska. Co więcej, Stanisław Kowal, jeden z wnioskujących o upadłość wierzycieli, sam złożył podanie o umorzenie postępowaniu upadłościowego firmy budowlanej w związku z zawartym z jej przedstawicielami porozumieniem.