WIG20 jest nieczuły na trendy spadkowe na czołowych giełdach świata. Na wczorajszej sesji indeks zyskał niecałe 3 pkt. i na zamknięcie miał 1380 pkt. Ta wartość różni się od zamknięcia sesji z 17 maja o 5 pkt. Na razie efektem majowego wybicia WIG20 z trendu bocznego w górę jest jeszcze ściślejszy trend boczny.

W dalszym ciągu uważam, że trwającej konsolidacji nie można traktować jako flagi. Formacja taka występuje w czasie silnych trendów, a jednosesyjny gwałtowny wzrost takim trendem nie jest. Dla próby określenia przyszłego trendu na wykresie WIG20 kluczowe jest to, co wydarzyło się na sesji 17 maja. Dzień po gwałtownym wzroście indeks osiągnął w trakcie sesji nawet 1414 pkt., żeby na zamknięcie notowań mieć już tylko 1385 pkt. Gwałtowne zgaszenie wzrostu miało miejsce przy obrotach w wysokości 530 mln zł, drugich najwyższych w tym roku. Aktywność inwestorów była rekordowa na sesji 10 stycznia, kiedy dzień po silnej zwyżce WIG20 w trakcie notowań stracił kilkadziesiąt punktów. To był koniec silnych trzytygodniowych wzrostów. Podobnie może być tym razem - wysyp akcji na sesji 17 maja sugeruje, że nie ma w tej chwili zgody w szeregach byków na przekroczenie przez WIG20 poziomu styczniowego szczytu, znajdującego się 1464 pkt. Sygnałem załamania majowego wybicia będzie dla mnie spadek indeksu poniżej 1361 pkt., który to poziom stanowił w ostatnich tygodniach górne ograniczenie konsolidacji. W takim wypadku oczekiwałbym zniżki przynajmniej do dołka na 1288 pkt., z dużymi szansami na przełamanie tej wartości i zmianę trendu średnioterminowego na spadkowy.

Prognozując kierunek wybicia na podstawie liczby i jakości świec, z których składa się konsolidacja, wyżej oceniam szansę na atak na styczniowy szczyt niż spadek w kierunku majowego dołka. Wprawdzie świec białych i czarnych jest w trendzie bocznym dokładnie po sześć, ale dwie największe z nich mają białe korpusy. Najwyższa biała świeca ukształtowała się w poniedziałek - różnica między kursem zamknięcia a otwarciem wyniosła 30 punktów.