Wysoka odporność naszego rynku na negatywne wieści zza granicy wystawiona jest na coraz cięższą próbę. Najważniejsze indeksy zachodnioeuropejskie poprzebijały ważne kilkumiesięczne wsparcia, a sposób reakcji inwestorów giełdowych na obniżenie prognoz sprzedaży Intela za drugi kwartał tego roku jest typowy dla bessy. Napięta wciąż sytuacja na Bliskim Wschodzie nie sprzyja także poprawie globalnej koniunktury. W takim kontekście stosunkowo spokojne zachowanie WIG ma swoje źródło chyba w sile sektora bankowego, który na tle innych branż charakteryzuje się stosunkowo korzystnymi perspektywami finansowymi. Warto bowiem pamiętać, że rentowność banków komercyjnych poprawia się z reguły w trakcie obniżania oficjalnych stóp procentowych. Z podobną sytuacją mieliśmy zresztą do czynienia w 1998 roku, kiedy to właśnie walory instytucji bankowych relatywie najlepiej przetrwały trudny okres gospodarczy. Zaprezentowane ostatnie prognozy inflacyjne Ministerstwa Finansów dają szanse na kolejne obniżki stóp, co prawdopodobnie zniechęca inwestorów portfelowych do pozbywanie się walorów z tego sektora.

Aby jednak mogło dojść do czegoś więcej niż do krótkoterminowego zbliżenia się WIG do swego styczniowego maksimum, potrzebne jest zrodzenie się przekonania, że poluzowanie polityki monetarnej może poprawić kondycję sektora niefinansowego. Na razie trudno dostrzec takie objawy. Dynamika produkcji przemysłowej jest wciąż niższa niż oczekiwano jeszcze kilka miesięcy temu, gdy kupowano akcje cyklicznych blue chipów, licząc na poprawę ich wyników, w związku z zakładanym przyspieszeniem wzrostu gospodarczego. Biorąc pod uwagę wyżej wymienione czynniki trudno oczekiwać na rozpoczęcie nowej silnej fali hossy. Przede wszystkim trzeba poczekać na uspokojenie sytuacji na zachodnioeuropejskich giełdach, gdyż właśnie z tamtej strony płynie największe zagrożenie.