Po piątkowych emocjach związanych z fatalnymi wynikami Intela, ten tydzień zaczęliśmy bardzo spokojnie. Całą sesję krążyliśmy w okolicach ostatniego zamknięcia, a obroty były wręcz symboliczne. Takie zachowanie rynku nie powie nam za wiele, ale ostatni pesymizm odwiesiłbym na razie na haczyk. Po piątkowym wybiciu dołem z konsolidacji spodziewałem się, że przecena sięgnie przynajmniej wsparcia na 1345 pkt., ale mimo fatalnych rynków zachodnich zabrakło paru punktów nawet do tego poziomu. Spadki naszego rynku nie są nawet w połowie tak dotkliwe jak rynków zachodnich i gdybyśmy mieli je naśladować, to 1345 pkt. byłoby tylko wstępem do przeceny. Jednak podaż zamiast wodospadu jest tylko szybko wysychających źródełkiem i "ostatnie instancje" kontraktów (1345 pkt.) i indeksu (1353-60 pkt.) dalej się trzymają.

Długo można się zastanawiać, czy taka siła naszego rynku związana jest ze zbliżającym się terminem wejścia Polski do UE, czy też nadziejami na spłatę kilkumiliardowych zaległości OFE, a może po prostu sprytną grą funduszy, którzy widząc załamanie giełd zachodnich chcą podtrzymać rynek i pozbyć się akcji z mocno wypełnionych portfeli. Nie rozstrzygnę tego problemu, ale widać wyraźnie, że spadki przychodzą naszemu rynkowi bardzo ciężko. W obliczu przeceniających się zachodnich indeksów, nieco ryzykowne jest optymistyczne podejście, ale tak właśnie postrzegam obecną sytuację. Dopiero zejście pod wspomniane wyżej wsparcia oddaliłoby możliwość odreagowania i powrotu do obszaru wcześniejszej konsolidacji. Ja jednak liczę na mały wzrost i na pomoc amerykańskich indeksów, które znalazły się w pobliżu ostatnich dołków (spekulacyjny Nasdaq i szeroki rynek S&P500), gdzie z kupnem ustawią się chyba wszystkie instytucje, niezależnie od logiki takiego działania.