Reklama

Nadmiar uprawnień nadzoru?

Najwięcej kontrowersji w środowisku ubezpieczeniowym wzbudzają zapisy dotyczące możliwości ingerencji instytucji nadzorczych w ład korporacyjny poszczególnych spółek. Mimo że jakość otoczenia prawnego sektora ubezpieczeń pogorszy się wraz z wprowadzeniem nowych przepisów, nie słychać, aby jakaś firma chciała zrezygnować z dalszej działalności.

Publikacja: 11.06.2002 09:57

Mimo że środowisko ubezpieczeniowe ma długą listę zastrzeżeń do zaproponowanych przez Ministerstwo Finansów w projekcie ustaw ubezpieczeniowych rozwiązań, to Jerzy Wysocki, wybrany ponownie na stanowisko prezesa Polskiej Izby Ubezpieczeń, jest optymistą co do możliwości osiągnięcia kompromisu. - Sądzę, że prace sejmowe powinny zakończyć się jeszcze przed wakacyjną przerwą parlamentu - uważa. Optymizm prezesa Wysockiego znacznie przewyższa poziom optymizmu prezentowany przez wiceministra finansów Jacka Bartkiewicza. Oby panowie choć w części mieli rację, bo spraw do załatwienia jest bardzo dużo, a czas nagli. Niestety już słychać głosy, że środowisko ubezpieczeniowe zaczyna się znowu dzielić. Minister może uznać, że nie ma partnerów do rozmowy i rozwiąże za rynek wszystkie jego problemy.

Zbyt dużo nadzoru

materialnego

Zdaniem szefa PIU, o ile nowe przepisy nie poprawią znacząco pozycji klientów (zarówno nadzór, jak ministerstwo często mówią o rozwiązaniach prokonsumenckich), to znacznie pogarszają warunki funkcjonowania poszczególnych zakładów ubezpieczeń. - Niektóre zapisy w rządowym projekcie pakietu ustaw, wskazują na odejście od standardów europejskich . Chodzi oczywiście o sposób sprawowania nadzoru. Otóż, według prezesa PIU, według dyrektywy z 1999 r. standardem jest nadzór finansowy, którego celem jest przeciwdziałanie powstaniu sytuacji, w której zakład ubezpieczeń nie będzie mógł realizować zobowiązań. - Nadzór powinien przeciwdziałać, a nie ingerować w działalność organów statutowych zakładów ubezpieczeń, jak przewiduje szereg zapisów, w szczególności ustawy o działalności ubezpieczeniowej - podkreśla. Jak widać środowisko ubezpieczeniowe nadal nie jest zadowolone, mimo że udało mu się przekonać ministra, aby wycofał się w trakcie konsultacji międzyresortowych z szeregu zapisów zwiększających zakres nadzoru materialnego. Te ostatnie zgłaszane były głównie przez Jana Monkiewicza, przewodniczącego Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych.

Spętani przepisami

Reklama
Reklama

Ubezpieczyciele są szczególnie zaniepokojeni zbyt dużym zwiększeniem zakresu kompetencji nadzoru. - W myśl nowych przepisów Komisja może w każdej chwili zwołać posiedzenie zarządu, rady nadzorczej, ustalić porządek jej obrad czy zwołać walne. To oznacza, że gwałtownemu poszerzeniu uległ zakres nadzoru materialnego i wzrasta ryzyko upolitycznienia decyzji Komisji - narzeka Jerzy Wysocki. Ale czy nie jest to wynik beztroskiej działalności niektórych menedżerów, nie poddawanych kontroli przez właścicieli, przez co narazili na szwank dobre imię ich firm i całego rynku ubezpieczeniowego? - Niestety, te osoby miały warunki, aby tak działać. Ani właściciel, ani nadzór nie zadbali, aby w statucie znalazły się zapisy określające uprawnienia oraz zakres odpowiedzialności członków zarządu, przez co możliwe były nadużycia. Ale żeby eliminować takie patologie, nie trzeba zmieniać ustaw - twierdzi szef PIU. Zastrzeżenia prezesa PIU wzbudzają również zapisy dotyczące nadzoru komisarycznego, a zwłaszcza ich uznaniowość. - W projekcie ustawy czytamy, że zarząd komisaryczny, który znosi przecież prawo własności do akcji, a co za tym idzie - prawo do dysponowania majątkiem, może zostać wprowadzony w przypadku rażącego naruszenia interesu ubezpieczonych, nic więcej. Niestety, nie podaje się ani w jakich konkretnych przypadkach, ani na jaki okres może być wprowadzony - mówi Jerzy Wysocki. - Według mnie, ten przepis jest niekonstytucyjny, bo narusza zasadę prawa do posiadania własności - argumentuje.Wyjdą, nie wyjdą

Zapisy o zwiększeniu wymagań dotyczących członków zarządu i rad nadzorczych spotkały się z gwałtowną reakcją ze strony, przede wszystkim, przedstawicieli zakładów z większościowym kapitałem zagranicznym. Zaskoczenie było tak duże, że niektórzy przebąkiwali, że czas pakować walizki. - Pierwsze reakcje są z reguły emocjonalne, zwłaszcza jeśli dotyczą spraw, które nie mają precedensu w innych krajach. To, czy inwestorzy zostaną w Polsce, zależy od stopnia i skali rozwoju rynku, a nie emocji, jakie towarzyszą pracom nad nowym prawem ubezpieczeniowym - twierdzi szef PIU. Zaproponowane rozwiązania nie dają bowiem gwarancji zwiększenia bezpieczeństwa systemu, gdyż nie wprowadzają mechanizmów bezpieczeństwa. - Postawienie na każdym rogu policjanta nie daje przecież gwarancji, że nikt nie będzie popełniać przestępstw - uważa Jerzy Wysocki. Jego zdaniem, nie słychać, na razie głosów, aby ktoś chciał z powodu nowych przepisów wycofać się z Polski. - Jeśli okazałoby się, że przepisy są zbyt restrykcyjne, to prawdopodobnie inwestorzy będą raczej wybierać działalność w formie oddziału głównego zagranicznego zakładu ubezpieczeń, niż zakładanie spółki od podstaw. Zaznaczam jednak, że to gdybanie. Decydującym kryterium jest dochodowość biznesu. Jeśli w Polsce będzie wzrost gospodarczy, to zwiększy się zainteresowanie inwestorów naszym rynkiem ubezpieczeniowym - podsumowuje prezes.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama