Mimo że środowisko ubezpieczeniowe ma długą listę zastrzeżeń do zaproponowanych przez Ministerstwo Finansów w projekcie ustaw ubezpieczeniowych rozwiązań, to Jerzy Wysocki, wybrany ponownie na stanowisko prezesa Polskiej Izby Ubezpieczeń, jest optymistą co do możliwości osiągnięcia kompromisu. - Sądzę, że prace sejmowe powinny zakończyć się jeszcze przed wakacyjną przerwą parlamentu - uważa. Optymizm prezesa Wysockiego znacznie przewyższa poziom optymizmu prezentowany przez wiceministra finansów Jacka Bartkiewicza. Oby panowie choć w części mieli rację, bo spraw do załatwienia jest bardzo dużo, a czas nagli. Niestety już słychać głosy, że środowisko ubezpieczeniowe zaczyna się znowu dzielić. Minister może uznać, że nie ma partnerów do rozmowy i rozwiąże za rynek wszystkie jego problemy.
Zbyt dużo nadzoru
materialnego
Zdaniem szefa PIU, o ile nowe przepisy nie poprawią znacząco pozycji klientów (zarówno nadzór, jak ministerstwo często mówią o rozwiązaniach prokonsumenckich), to znacznie pogarszają warunki funkcjonowania poszczególnych zakładów ubezpieczeń. - Niektóre zapisy w rządowym projekcie pakietu ustaw, wskazują na odejście od standardów europejskich . Chodzi oczywiście o sposób sprawowania nadzoru. Otóż, według prezesa PIU, według dyrektywy z 1999 r. standardem jest nadzór finansowy, którego celem jest przeciwdziałanie powstaniu sytuacji, w której zakład ubezpieczeń nie będzie mógł realizować zobowiązań. - Nadzór powinien przeciwdziałać, a nie ingerować w działalność organów statutowych zakładów ubezpieczeń, jak przewiduje szereg zapisów, w szczególności ustawy o działalności ubezpieczeniowej - podkreśla. Jak widać środowisko ubezpieczeniowe nadal nie jest zadowolone, mimo że udało mu się przekonać ministra, aby wycofał się w trakcie konsultacji międzyresortowych z szeregu zapisów zwiększających zakres nadzoru materialnego. Te ostatnie zgłaszane były głównie przez Jana Monkiewicza, przewodniczącego Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych.
Spętani przepisami