Nie jestem jaroszem, na co wskazywałoby moje nazwisko. Lubię mięso, ale ponad mięso przedkładam zupy. Tych zaś w Polsce wybór jest pokaźny. Ostatnio jeden z producentów wypuścił na rynek - dla takich jak ja wielbicieli - serię zupek w proszku z podobiznami zawodników naszej piłkarskiej reprezentacji. Niezbyt trafił w czasoprzestrzeń z tym pomysłem, biorąc pod uwagę żenujące dokonania naszych dzielnych chłopaków w Korei. Po dwóch przegranych na mistrzostwach świata kibice zamiast barszczu białego mogą wyjąć z torebki podobiznę i rozpuścić sobie w wodzie Kałużnego, zamiast kremu z kury - podobiznę Żewłakowa, zamiast cebulowej - Wałdocha, a ucztę zakończyć np. Bąkiem. Po czymś takim kibice nadal pozostaną głodni sukcesu, ale przynajmniej portfele zawodników, dzięki kontraktom z reklamodawcami i sponsorami, będą nieco grubsze.
Mimo wszystko pozostanie po mistrzostwach pewien niesmak. Przenieśmy się w przyszłość. Jest rok 2095. Staruszek ze skupieniem na twarzy przez parę minut rozrabia w wazie sproszkowaną zupę cebulową. Nagle podnosi chochlę w górę i z całej siły uderza w zupę rozlewając na boki gotowy produkt. Zdziwiona babcia patrzy z wyrzutem na dziadka i pyta: - Co ci? Jak to co - odpowiada. - Jak sobie przypomnę, że w 2002 r. przegraliśmy 2 do 0 z Koreą i 4 do 0 z Portugalią, to jeszcze dzisiaj mnie krew zalewa i zupa staje w gardle.
A jaki to wszystko ma związek z rynkiem kapitałowym? Ma, i to duży. Bo nasz dziadunio może przypomnieć sobie nie tylko mundial, ale także inne rzeczy z historii Polski. Na przykład fakt, że kupił w 2001 r. - po 30 zł - akcje jednego z najlepiej zapowiadających się i rekomendowanych blue chips - Elektrimu. Albo że jeszcze w 2002 r. nadal liczył na to, że jego OFE będzie na tyle dobrze zarządzało aktywami, że nie będą się z niego nabijać jego starsi koledzy, którzy woleli pozostać przy ZUS. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu może np. zacząć szukać wydruków z biura maklerskiego z 2020 r., informujących o nie wykupionych i nie zrolowanych obligacjach tonącego w długach Skarbu Państwa, po najgłębszym w tym stuleciu kryzysie finansów, przypominającym wariant argentyński z 2002 r.
Nie bądźmy jednak niepoprawnymi pesymistami. Czarnowidztwo nie jest obecnie w cenie, a my przecież wchodzimy do zjednoczonej Europy. W końcu w trakcie ostatnich 12 lat transformacji ustrojowej było przecież tyle entuzjazmu i tyle okazji, że co zaradniejsi zdołali zgromadzić całkiem pokaźne fortuny. A że czasem kosztem drobnych dawców kapitału i wykorzystując polityczne koneksje? Trudno. Lepszego (czytaj - efektywniejszego) systemu nikt do tej pory nie wymyślił. Dlatego nie martwcie się kibice. To pewne, że za 4 lata będą kolejne mistrzostwa i szanse na spełnienie marzeń. Nie martwcie się inwestorzy. To pewne, ze 4 lata dalej będziecie mogli handlować. Ale, czym i gdzie, tego naprawdę nikt dzisiaj nie wie. Jeśli z GPW nie odparują największe spółki i przybędą nowe, to jest szansa, że nadal wWarszawie. Być może przyszłe miejsce nie będzie miało żadnego znaczenia. Ważne, by poważniej niż obecnie Was traktowano.