Podatek akcyzowy w wysokości 20 zł od megawata wyprodukowanej energii obowiązuje od 26 marca tego roku. Do czasu zatwierdzenia nowych taryf w całości pokrywali go wytwórcy. Dla najtańszych elektrowni oznaczało to wzrost kosztów produkcji nawet o 20%. Ich przedstawiciele oczekiwali jednak, że po 1 lipca sytuacja się zmieni i akcyzę będzie można przenieść na ostatecznych odbiorców.
Wczorajszy komunikat Urzędu Regulacji Energetyki rozwiał te nadzieje. Taryfy Polskich Sieci Elektroenergetycznych wzrosną o 4,6%, a spółek dystrybucyjnych w przedziale od 1,5% do 8,5%. W nowym sezonie taryfowym za energię będą oni mogli zatem zapłacić średnio tylko o 5,7% więcej niż w poprzednim. Tymczasem obok akcyzy, wzrosła także cena węgla kamiennego i taryfy przewozowe PKP, a pod uwagę trzeba wziąć jeszcze inflację.
- Uznaliśmy, że podsektor produkcji energii elektrycznej ma duże możliwości cięcia kosztów i zatwierdzając nowe taryfy wymagamy podjęcia zdecydowanych kroków w tym kierunku. Oszczędności muszą szukać także zakłady energetyczne - stwierdził Olgierd Szłapczyński, rzecznik prasowy URE.
Urząd przyznaje jednak, że zatwierdzenie taryf przedsiębiorstw energetycznych było w tym roku szczególnie trudne. Z jednej strony wpłynęło na to wprowadzenie akcyzy, z drugiej spadek zapotrzebowania odbiorców końcowych energii elektrycznej i narastających problemów z ich wypłacalnością.
Zjawiska te wykreowały sprzeczne przesłanki. Konieczność akceptacji uzasadnionych wzrostów cen i stawek opłat przeciwstawia się bowiem świadomości, że skutkiem tego wzrostu może być jedynie pogłębienie zapaści wśród odbiorców energii i/lub nasilenie zjawiska zatorów płatniczych oraz nielegalnego poboru.