Poniedziałkowe notowania zaczynaliśmy właściwie z poziomu piątkowego zamknięcia, czyli z 8,7% odchylenia od starego parytetu. Kursy wobec poszczególnych walut nie były jednak takie same. To dlatego, że na rynku eurodolara doszło do dość wyraźnej korekty. W piątek po południu po złych danych o wskaźniku optymizmu University of Michigan Confidance (znaczny spadek) euro zaczęło zyskiwać. Ponownie dotarliśmy do poziomu 0,95 USD i ponownie nie wystarczyło siły, aby go przebić. Zamykanie pozycji doprowadziło do wyraźnego spadku. To właśnie dlatego poniedziałkowe notowania w Europie zaczynaliśmy z 0,945 USD. I to właśnie dlatego doszło do zmian na rynkach USD/zł i euro/zł. Tak więc około 9.00 za dolara trzeba było zapłacić 4,04 zł, za euro zaś 3,82 zł. Potem obserwowaliśmy dalszy spadek wartości wspólnej waluty na rynkach międzynarodowych. Około 15.00 płacono za nią 0,9415 USD. Na polskim rynku mieliśmy wtedy 4,05 zł i 3,81 zł. Było to wciąż 8,7% odchylenia od parytetu. Mniej więcej takie poziomy utrzymywały się aż do publikacji danych o inflacji.

Inflacja spadła w Polsce do poziomu 1,9% rok/rok. Tego miesiąc temu nie oczekiwali najwięksi optymiści. Pod tym względem jesteśmy więc już w Unii Europejskiej! Niestety, nie można mieć złudzeń. To tylko chwilowy poziom, w drugim półroczu wskaźnik będzie rósł i wszystko wskazuje na to, że dość znacznie przekroczy 3,0% rok/rok w grudniu. Mimo wszystko obniżka stóp procentowych w przyszłym tygodniu staje się coraz bardziej prawdopodobna.

Po danych o inflacji niewiele się już działo. To dlatego, że 1,9% to dolna granica oczekiwań analityków. Poziomy zamknięcia to 4,05 zł i 3,813 zł. Na rynku eurodolara kończyliśmy na 0,9430 USD.

Większość analityków jest zdania, że wspólnej walucie uda się w najbliższym czasie pokonać w końcu poziom 0,95. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, to następnym silnym oporem jest dopiero 0,96. Jeśli realna wartość złotego byłaby dość stabilna, oznaczałoby to powrót w okolicę 4,0 na rynku USD/zł i około 3,85 na rynku euro/zł.

Dzisiaj odbędzie się spotkanie prezydenta z Radą Polityki Pieniężnej. Warto śledzić konferencję prasową po tym spotkaniu. Nie oczekuję żadnych zdecydowanych rozwiązań, niemniej, być może uda się chociaż wywnioskować, jaki był klimat tych rozmów i czy jest w ogóle szansa na porozumienie. Premier Belka mówił ostatnio, że ma już dość "handryczenia się" z Radą i chce konkretnych rozmów, żeby nie psuć wizerunku Polski na świecie. Miejmy więc nadzieję, że nadciągają lepsze czasy i konflikt będzie załagodzony.