Pedro Ross, członek biura politycznego, powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że udział w referendum był "całkowicie dobrowolny". Kubańscy dysydenci kwestionują głosowanie i wskazują na stosunki w panującym systemie totalitarnym. Ich zdaniem, tzw. Komitet ds. Obrony Rewolucji wywarł duży nacisk na osoby, które nie chciały wziąć udziału w głosowaniu.

Zdaniem dysydentów, planowana zmiana konstytucji jest próbą zdławienia rozpoczętego przez nich projektu "Varela", czyli inicjatywy wspierającej demokratyczne reformy. Pod tą inicjatywą podpisało się już 11 tys. Kubańczyków. Projekt wspierany jest także przez USA, o czym oznajmił były prezydent USA Jimmy Carter podczas wizyty na Kubie w połowie maja. W środę ubiegłego tygodnia w wiecach popierających zmianę konstytucji uczestniczyło w miastach i prowincjach, według Castro, 9,2 mln ludzi, około 80% wszystkich mieszkańców karaibskiej wyspy.