Pierwsze godziny sesji przyniosły konsolidację. Zapowiadało się nawet na jakieś odreagowanie ostatnich zniżek, ale po raz kolejny szyki popsuły rynki zachodnie, gdzie spadki stały się już niemal tradycją. Przecena Eurolandu pomogła w ustanowieniu nowych minimów w obecnej fali spadkowej (1272 pkt.) Kontrakty potwierdziły tym samym zakrycie luki hossy z początku stycznia i taki czytelny sygnał sprzedaży odzwierciedlony został w poziomie bazy. Na rynku zapanował powszechny pesymizm i mimo zmiany serii na wygasającą dopiero we wrześniu, mamy już ujemną bazę. Ciekawe, co robią tak głośno reklamujące się ostatnio fundusze arbitrażowe.

Pesymizm inwestorów w średnim terminie jest jak najbardziej uzasadniony, jednak przy tym poziomie wyprzedania rynku i zaangażowania funduszy dalsze spadki mogą przychodzić z dużym trudem. Większość wskaźników po wczorajszej sesji jest już w strefie głębokiego wyprzedania, a taka sytuacja świadczyła bardzo często o krótkoterminowym dołku. Przestrzegam jednak przed nadmiernym optymizmem, bo łapanie dołków to zajęcie dostarczające na pewno dużo emocji, ale niekoniecznie dochodowe. Dochodowe jest trzymanie się trendu, a oznak jego zmiany jeszcze nie było, o czym chyba najlepiej świadczy przedstawiona na wykresie średnia krocząca. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym dla krótkich pozycji byłoby zamknięcie ostatniej luki bessy (1307-17 pkt.). W przypadku uspokojenia na światowych parkietach powinniśmy z tym poziomem w najbliższych dniach powalczyć, ale nie można będzie tego traktować inaczej, jak tylko korektę spadku, która wykorzystana będzie zapewne do wyjścia spóźnialskich z rynku. Aby mówić o trwalszym wzroście, potrzebna jest jakaś konsolidacja lub chociaż formacja podwójnego dna. Na razie mamy jedynie spowolnienie spadku.