Upadek Stoczni uświadomił inwestorom, że banki nie są oazą spokoju w czasie dekoniunktury gospodarczej. Okazało się, że kłopoty tylko jednej firmy mogą zagrozić ich wynikom finansowym. Największym kredytodawcą Stoczni jest Pekao. Jego zaangażowanie w kredytowanie tej spółki wynosi prawie 500 mln zł. Bank szacuje, że wysokość strat, jakie może ponieść z tego powodu, może osiągnąć 150 mln zł. Konieczność utworzenia związanych z tym rezerw obniży wynik II kw., nie wpłynie natomiast na prognozę zysku netto w wysokości 1,4 mld zł. Wśród banków giełdowych najgorzej jednak wygląda sytuacja BPH PBK. W I kw. utworzył on jedynie 50 mln zł rezerw wobec 280 mln wierzytelności wobec Stoczni. Szacuje się, że pozostałe banki giełdowe, czyli BRE, BIG-BG i ING BSK, udzieliły upadającej firmie kredytów po co najwyżej 100 mln zł.
- Analizując wpływ upadku Stoczni Szczecińskiej na sytuację banków trzeba zadać sobie pytanie, czy jest to jednorazowa wpadka banków, czy też rzeczywista kondycja sektora jest gorsza, niż wszyscy myśleli - powiedział Andrzej Powierża, analityk z DI BRE Banku. Według niego, upadek Stoczni obniża wycenę akcji banków w większości o 3%. Bardzo istotna jest też kwestia zaufania. - Pekao był dotychczas wyceniany z około 10-proc. premią za kapitalizację, ale też za transparentność. Teraz okazało się, że choć jakość zabezpieczeń kredytów przeznaczonych na budowę statków była dobra, to bank nie stworzył odpowiednich rezerw na to zaangażowanie. Nie wiadomo, czy teraz stosowanie premii w stosunku do Pekao jest uzasadnione. W przypadku BPH PBK nadal istnieje duża niepewność co do jakości portfela kredytowego - dodał analityk.
Jego zdaniem, sektor bankowy nie może być zdrowszy od całej gospodarki. Dlatego do ponownego zainteresowania sektorem bankowym może skłonić inwestorów poprawa wskaźników makroekonomicznych. Uważa on, że do momentu ogłoszenia przez banki wyników za II kwartał na rynku będzie panowała niechęć do inwestowania w banki. W tym czasie będzie większe prawdopodobieństwo spadków niż wzrostu kursów.
- W raporcie, który opublikowaliśmy po wydarzeniach w Stoczni, nie zmieniliśmy wycen dla banków i prognoz zysków. Uważam, że sytuacja ta nie będzie miała wpływu na wycenę fundamentalną tych spółek. Jednak atmosfera na rynku sprawia, że ich kursy nie będą szły do góry - twierdzi Andrzej Nowaczek, analityk z londyńskiego CSFB. Zakłada on jednak, że wyniki polskiej gospodarki poprawią się w przyszłym roku, a wpływ upadku Stoczni na wyniki banków jest czynnikiem jednorazowym. - W IV kwartale powinniśmy już obserwować dyskontowanie przyszłorocznego wzrostu gospodarczego - wyjaśnia. Obecnie wycenia on jedną akcję Pekao na 134 zł, BPH PBK na 280 zł, a BRE na 113 zł.
Rekomendacji po informacji o upadku Stoczni nie zmienił CDM Pekao. - Już wcześniej obniżyliśmy rekomendację dla BPH PBK do neutralnie. W przypadku innych banków giełdowych, czyli m.in. BRE i BIG-BG, ich zaangażowanie w kredytowaniu Stoczni było znacznie mniejsze, dlatego nie wpłynie na obniżenie ich wycen - powiedział Artur Szeski, analityk z CDM Pekao. Według niego, przypadek Stoczni pokazuje, że jeden źle udzielony kredyt może zaważyć na wyniku kwartalnym, a nawet rocznym całego banku. - Dopóki ryzyko jest rozproszone, inwestorzy nie widzą zagrożeń. Ich uwagę skupia dopiero tak spektakularny upadek, jak w przypadku Stoczni - uważa analityk.