W końcu nasz rynek wraca do korelacji ze światowymi giełdami. Kolejne amerykańskie księgowe afery mocno wystraszyły inwestorów i już na otwarcie kontrakty zafundowały nam sporą lukę. Różnica między zamknięciem a otwarciem wyniosła 38 pkt., co jest największym spadkiem od początku marca.... zeszłego roku. To nie z braku powodów nie było ostatnio takich spadków, ale z solidarnego trzymania rynku przez fundusze. Teraz balonik został przekłuty, a oderwanie od gospodarczej rzeczywistości srodze się zemściło.
Wczorajsza luka jest trzecią znaczącą w obecnej fali spadkowej. Każdy większy spadek w takim trendzie świadczy o jego sile i trudno się z tym nie zgadzać. W średnim terminie skazani jesteśmy na dalsze zniżki, co potwierdzają nie tylko sygnały techniczne, ale zachowanie światowych indeksów przebijających dołki z jesieni zeszłego roku. Jednak warto też zauważyć, że trzecia luka uważana jest przez znawców świec japońskich za oznakę dojrzałego trendu. Oznacza to, że dany ruch jest już na tyle głęboki, iż bardzo prawdopodobne jest wystąpienie korekty. Absolutnie nie jestem na takim rynku optymistą, ale ostatni spadek trwał parę tygodni i zabrał rynkowi aż 200 pkt. Wszystko niemal bez żadnej korekty, bo trudno uznać za taką ostatnie piątkowe odbicie.
Czy warto teraz łapać dołek? Absolutnie nie. Kiedyś na pewno się to uda, ale wyznaczania punktów zwrotnych nie można nazwać inaczej jak sztuką. Inwestowaniem natomiast jest podążanie za aktualnym trendem. Kto przekonany jest o dużym wyprzedaniu rynku i sądzi, że nie nadrobimy kilkunastoprocentowych zaległości do rynków światowych, powinien rozważać jedynie zamknięcie krótkich pozycji. Ewentualny powrót do długich ma sens dopiero po zamknięciu sesji nad początkiem trzeciej luki bessy.