Strona popytowa, podbudowana czwartkowymi wzrostami na Wall Street, a także poranną "byczą" atmosferą na światowych parkietach, rozpoczęła piątkową sesję z dużym animuszem. Wrześniowa seria kontraktów na WIG20 otworzyła się na poziomie 1242 punktów. Jednak optymizmu inwestorom wystarczyło zaledwie na pierwszą godzinę notowań. Wówczas to rosnące zachodnioeuropejskie indeksy stworzyły złudzenie odbicia również na polskim rynku. Niestety, otwarcie rynku kasowego brutalnie przerwało tę mrzonkę. I od tego momentu, z każdą godziną, było już tylko gorzej. Krótko po godzinie 15.00 "wrzesień" spadł poniżej 1200 punktów (do 1198), by ostatecznie zakończyć dzień na poziomie 1205 punktów.
W ten sposób na wykresie została wyrysowana długa czarna świeca. W połączeniu z nieudaną próbą zamknięcia środowej luki bessy (1232-1268 pkt.), niesie ona ogromną dawkę pesymizmu (lub optymizmu, jeśli patrzeć z punktu widzenia krótkich pozycji), pogarszając i tak już fatalny obraz techniczny rynku. W obecnej sytuacji byki nie mają innego wyjścia, jak tylko przenieść się na poziom 1170 punktów (dołek z 14 grudnia ub.r.) i spróbować powalczyć o zmianę trendu. Do takiej bitwy może dojść już w poniedziałek. Istnieje bowiem bardzo duże prawdopodobieństwo, że początek nowego tygodnia przyniesie kolejną lukę bessy na wykresie.
Obrona opisanego wyżej wsparcia, z racji bardzo silnego trendu spadkowego, nie będzie jednak prosta, jeśli w ogóle możliwa. Chociażby z tego powodu, iż jedynym argumentem w rękach strony popytowej jest w tej chwili tylko wyprzedanie rynku. Wszystkie inne, jednoznacznie sugerują kontynuację trendu spadkowego. Dlatego też zakładam, że poziom 1170 punktów będzie jedynie pretekstem do krótszej bądź dłuższej korekty. Natomiast zakończenia spadków należy szukać znacznie, znacznie niżej. Być może nawet poniżej 1000 punktów.