Informacje "Le Monde", które pojawiły się już w niedzielę, potwierdziły wczoraj źródła zbliżone do koncernu cytowane przez Reutersa. Żadnych komentarzy nie udzielało natomiast biuro prasowe Vivendi Universal. Mimo to oficjalnie zaczęto już mówić, że najbardziej prawdopodobnym kandydatem na następcę Messiera jest Jean-Rene Fourtou, pełniący obecnie obowiązki wiceprezesa rady nadzorczej Aventis. Według "Le Monde", dostałby on sześć miesięcy na to, aby poprawić kondycję finansową spółki.

Akcjonariusze Vivendi Universal już od dłuższego czasu domagali się głowy szefa koncernu. Obwiniali go o doprowadzenie do gwałtownego spadku wartości rynkowej spółki i wzrost jej zadłużenia do bardzo wysokiego poziomu - 18 mld USD. Tymczasem jeszcze niedawno Jean-Marie Messier, były bankowiec pracujący w Lazard LLC, uznawany był za twórcę potęgi Vivendi Universal. Przekształcił on koncern ze spółki działającej w branży użyteczności publicznej (pod nazwą Generales des Eaux) w największy europejski koncern medialny, mogący konkurować z amerykańskim gigantem - AOL TimeWarner. Ambitne plany menedżera pokrzyżowała jednak dekoniunktura rynkowa, a szczególnie pęknięcie tzw. internetowej bańki.

Odejścia Messiera domagał się największy akcjonariuszy koncernu (5,3% walorów) kanadyjska rodzina Bronfmanów, która swego czasu sprzedała Vivendi część aktywów kontrolowanej przez nią spółki Seagram, w tym studio filmowe Universal. Zdaniem obserwatorów, los Messiera został już przesądzony w ubiegłym tygodniu, gdy z rady nadzorczej Vivendi odszedł, uznawany za jego największego sojusznika - finansista Bernard Arnault, prezes koncernu produkującego dobra luksusowe - LVMH.

Inwestorzy z dużym zadowoleniem przyjęli wczoraj informację o rychłej dymisji Messiera. Kurs akcji Vivendi Universal wzrósł o ponad 11%.