W trakcie ostatnich 17 sesji trend spadkowy zmniejszył cenę kontraktów terminowych na WIG20 o 179 pkt. W tym czasie na wykresie pojawiło się aż 12 czarnych świec. Taka przewaga podaży prawie zawsze zapowiadała przynajmniej krótkoterminowe powstrzymanie niekorzystnej tendencji. Przynajmniej, bo 4 z 9 wszystkich takich sytuacji wydarzyły się tuż przed istotnym średnioterminowym dołkiem. Także 4 razy znaczna przewaga czarnych świec nad białymi oznaczała kontynuację trendu, a jeden przypadek miał miejsce w ostatnim trendzie horyzontalnym - tuż przed gwałtownym wzrostem z 16 maja. Nie da się więc na tej podstawie wyraźnie stwierdzić, że trend spadkowy dobiega końca, ale ze sporym prawdopodobieństwem można lada dzień oczekiwać konsolidacji. W połączeniu z bliskością wsparcia tworzonego przez grudniowy dołek oraz z dużym wyprzedaniem indeksu Armsa (jednym z najwyższych w historii) nie zachęca to do otwierania krótkich pozycji. Oczywiście, wystarczającym argumentem do grania na zniżkę może być sam trend (a ten jest cały czas spadkowy), dlatego nie śpieszyłbym się także z kupnem kontraktów.
Sygnałem do kontynuacji spadków będzie pokonanie wspomnianego wsparcia, które znajduje się na poziomie 1172 pkt. Wtedy otworzy się droga do dołka z przełomu wrzesień-październik (984 pkt.). Jeżeli jednak bariera popytowa zadziała wystarczająco skutecznie, aby powstrzymać przecenę, będzie to mogło oznaczać, że wciąż tkwimy, tym razem w szerszym, średnioterminowym trendzie bocznym. W takim wypadku realny byłby wzrost do oporu znajdującego się tuż nad 1300 pkt., a po pokonaniu tego poziomu nawet o kolejne 100 pkt. Na razie jednak ten optymistyczny wariant nie znajduje potwierdzenia na wykresie kontynuacyjnym kontraktów na WIG20.