Reklama

Rynkowy mundial

Publikacja: 02.07.2002 09:36

Już po mundialu. Zwyciężyła brazylijska samba, co i mnie ucieszyło niezmiernie, nie tylko z powodu stylu, jaki prezentują "Canarinhos", ale i z przyczyn czysto biznesowych. Postawiłem na nich i wreszcie się nie zawiodłem. Stawiam też na nasz rynek. Ale na razie nie mam powodów do zadowolenia.

Autorytet niepodważalny w sprawach piłki nożnej, Kazimierz Górski, co jakiś czas przypomina: futbol to prosta gra. Są dwie braki i chodzi o to, aby strzelić gola. A dopóki piłka w grze... Na rynku jest tak samo.

Kazimierz Górski był powściągliwy w ocenach naszej reprezentacji, ale w jednym z komentarzy postawił kluczowe pytanie: jeśli wszystko było tak dobrze, to dlaczego było tak źle? Kiedy obserwuję walne zgromadzenia akcjonariuszy w spółkach giełdowych oraz instytucjach rynku, to mam ochotę powtórzyć to pytanie.

Na sporcie zna się każdy. Nie chcę być gorszy. Proponuję moją jedenastkę rynku kapitałowego. Numer jeden - bramkarz - Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, a ujmując rzecz personalnie - jej przewodniczący Jacek Socha. Musi czuwać nad całością. Patrzeć - niczym Oliver Kahn - czy zespół jest ustawiony jak należy. Musi wiedzieć, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć, kiedy dać oddech kolegom, a kiedy ich ponaglać. Powinien chronić nas przed samobójczymi bramkami, przed przekrętami, manipulacjami, nieuczciwymi menedżerami, pokrętnymi komunikatami i robieniem kibiców w konia. Po prostu odpowiada za wynik - wiadomo, jak pada gol, zawsze winny jest bramkarz.

W obronie postawiłbym kilku emitentów - jeśli nasz rynek ma trwać, jeśli ma się obronić, to muszą być na nim dobre, duże firmy. Część graczy się nie sprawdziła. Niektórzy, podobnie jak Tomasz Hajto, są bardziej niebezpieczni na własnym polu karnym niż przeciwników. Paru walnęło samobója - sobie i rynkowi. Inni nie zasługują na obecność w kadrze. Nie chcę wytykać palcami. Dobrze, że zdjęto z boiska przynajmniej Universal. Ale z obroną jest kiepsko. Jedno Pekao sprawy nie załatwia. Ławka rezerwowych króciutka. Co będzie, jak ITI rozczaruje?

Reklama
Reklama

Pomoc wymaga wyjątkowej znajomości piłkarskiego rzemiosła, szybkości, ochoty do wspierania napadu i sił do cofania się pod bramkę, kiedy zagrażają jej rywale. Nieźle, co by o tym nie mówić, w tej linii spisują się media. Przynajmniej im się chce. Nie zaszkodzi wprowadzić do pomocy polityków. Niekoniecznie tych z samych szczytów władzy, bo ci są przereklamowani, jak gwiazdy z zagranicznych klubów. W tej linii ustawiłbym także KDPW. Ostatnie obniżki opłat dały zespołowi nieco oddechu. Kluczowy pomocnik to jednak wciąż Ministerstwo Skarbu Państwa. Jeszcze długo musi grać dla tej drużyny. Jest rozgrywającym, lepszego nie widać na horyzoncie. Nie łudźmy się, że jak ściągniemy kogoś z zagranicy, choćby z kraju zdetronizowanych właśnie mistrzów świata w piłce nożnej, to będzie niczym Oli wypluwał dla nas płuca. Bez udziału MSP nie byłoby żadnej ładnej akcji, żadnego ciekawego debiutu, dużej oferty.

Trochę ostatnio nasz czołowy pomocnik nie w formie. Siły już nie te. Ale coś tam jeszcze można z niego wykrzesać. To kwestia woli. Śmiało panie ministrze. Rynkowa drużyna liczy na Pana.

Atak wymaga talentu, szybkości, intuicji. To ciężka praca, ale wszyscy napastnikom zazdroszczą. No bo kogo widać najbardziej? Na kogo pracuje cała drużyna, kto zbiera owoce?

Musimy postawić na giełdę i brokerów. Nie mamy wyboru. Gdybyśmy mieli w rynkowej jedenastce dwóch silnych nowojorskich graczy N., to niestraszny byłby nam Frankfurt, Londyn i Paryż razem wzięci, nawet gdyby mistrzostwa odbywały się w Tokio, a sędziowie byli z Hongkongu. To tak, jakbyśmy mieli w kadrze trzech panów R. z Brazylii... No, ale nie mamy.

Nasz atak mnie martwi. Brak mu świeżości. Wiem, wiem, jest najlepszy w regionie, świetnie gra taktycznie, np. w sprawie kontraktów, stosuje nowy system, poszerza ofertę. Ale napastnicy muszą strzelać gole konkurencji, walczyć o piłkę z całych sił. Nie wystarczy czekać na podania pomocników, choćby były tak trafne, jak wpuszczenie na boisko TP SA, PKN czy Pekao. Trzeba wracać na linię obrony, kiedy nasza bramka jest zagrożona. Wspierać emitentów, piętnować tych, którzy robią sobie żarty z kibiców, którzy za "giełdowe bilety" słono płacą. Napastnicy muszą szukać dobrych pozycji, stwarzać okazje, a nie tylko na nie czekać.

Znam listę osiągnięć giełdy, znam sukcesy naszych brokerów. Przy okazji walnych sporo się o tym mówi. Ale... skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest źle?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama