Już po mundialu. Zwyciężyła brazylijska samba, co i mnie ucieszyło niezmiernie, nie tylko z powodu stylu, jaki prezentują "Canarinhos", ale i z przyczyn czysto biznesowych. Postawiłem na nich i wreszcie się nie zawiodłem. Stawiam też na nasz rynek. Ale na razie nie mam powodów do zadowolenia.
Autorytet niepodważalny w sprawach piłki nożnej, Kazimierz Górski, co jakiś czas przypomina: futbol to prosta gra. Są dwie braki i chodzi o to, aby strzelić gola. A dopóki piłka w grze... Na rynku jest tak samo.
Kazimierz Górski był powściągliwy w ocenach naszej reprezentacji, ale w jednym z komentarzy postawił kluczowe pytanie: jeśli wszystko było tak dobrze, to dlaczego było tak źle? Kiedy obserwuję walne zgromadzenia akcjonariuszy w spółkach giełdowych oraz instytucjach rynku, to mam ochotę powtórzyć to pytanie.
Na sporcie zna się każdy. Nie chcę być gorszy. Proponuję moją jedenastkę rynku kapitałowego. Numer jeden - bramkarz - Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, a ujmując rzecz personalnie - jej przewodniczący Jacek Socha. Musi czuwać nad całością. Patrzeć - niczym Oliver Kahn - czy zespół jest ustawiony jak należy. Musi wiedzieć, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć, kiedy dać oddech kolegom, a kiedy ich ponaglać. Powinien chronić nas przed samobójczymi bramkami, przed przekrętami, manipulacjami, nieuczciwymi menedżerami, pokrętnymi komunikatami i robieniem kibiców w konia. Po prostu odpowiada za wynik - wiadomo, jak pada gol, zawsze winny jest bramkarz.
W obronie postawiłbym kilku emitentów - jeśli nasz rynek ma trwać, jeśli ma się obronić, to muszą być na nim dobre, duże firmy. Część graczy się nie sprawdziła. Niektórzy, podobnie jak Tomasz Hajto, są bardziej niebezpieczni na własnym polu karnym niż przeciwników. Paru walnęło samobója - sobie i rynkowi. Inni nie zasługują na obecność w kadrze. Nie chcę wytykać palcami. Dobrze, że zdjęto z boiska przynajmniej Universal. Ale z obroną jest kiepsko. Jedno Pekao sprawy nie załatwia. Ławka rezerwowych króciutka. Co będzie, jak ITI rozczaruje?