Czy, jako inwestorzy, czujecie się Państwo dopieszczani przez swoje biuro maklerskie? Obstawiam, że tylko garstka osób odpowie pozytywnie. Do ilu z Was dzwoni makler lub pracownik POK-u z informacją o nowej ofercie? O nowych okazjach? A może z sugestią, że chyba czas zagospodarować gotówkę leżącą bezczynnie na koncie? Ilu inwestorów czuje, że ktoś w "ich" biurze faktycznie o nich pamięta?
Poza grupą zamożnych klientów, którym przydziela się opiekunów, pozostaje całkiem spora (choć dramatycznie przetrzebiona) rzesza średnich i małych inwestorów. Szansą na "życie po życiu" naszych biur maklerskich jest plan wprowadzenia indywidualnych kont emerytalnych. Ale działać trzeba już. Nad klientem - inwestorem trzeba popracować. Z wielkim żalem konstatuję, że tego w naszej kochanej branży nie widać. Brakuje ludzi i pieniędzy. Dlatego pewnie siłą rzeczy biura maklerskie będą coraz bardziej integrowane z bankami. Pakiety bankowo-ubezpieczeniowo-kapitałowe to zapewne przyszłość rynku finansowego.
Zmiany będą jednak dotyczyły nie tylko samej struktury instytucji finansowych. Nieuchronna wydaje się także ewolucja zawodu maklera i doradcy. Ta, w większości dobrze przecież wykwalifikowana, grupa zawodowa może stanowić podstawę do stworzenia zawodu profesjonalnego doradcy finansowego. Osoby, która jest w stanie nie tylko pomóc w inwestowaniu na rynku kapitałowym, ale poradzić, jaki kredyt jest najkorzystniejszy, o jakim ubezpieczeniu należy pamiętać. Być może także, jak radzić sobie z podatkami.
Rozszerzenie uprawnień maklerów i doradców byłoby także korzystne z innego względu. Mogłoby stanowić jakąś tamę dla zalewu rynku przez rozmaitych akwizytorów usług firm ubezpieczeniowych (a od jakiegoś czasu także bankowych), z których część - delikatnie mówiąc - nieźle namieszała ludziom w głowach, wciskając im polisy od wszystkiego (tylko niekoniecznie od tego, co chcieli zabezpieczyć sami zainteresowani). Szkody poczynione w mentalności Polaków przez wysyłanych do boju socjotechników-amatorów są olbrzymie. Trudno to będzie naprawić. Niemniej receptą na uniknięcie tych samych błędów jest podwyższenie poprzeczki i zaostrzenie wymogów wobec ludzi chcących zawodowo trudnić się doradztwem finansowym. Tak, by eliminować (a może jednak także rozliczyć?) z rynku ignorantów wmawiających ludziom bajki tylko po to, by zgarnąć sowitą prowizję (płaconą zresztą przez samą ofiarę tego procederu).