Silne odreagowanie spadków, z jakim mamy obecnie do czynienia na zachodzie Europy, jedynie w niewielkim stopniu ożywia popyt na polskie akcji. Zamieszanie na krajowej scenie politycznej przyczyniło się do pokonania przez WIG20 istotnych wparć i w rezultacie nawet otwarte fundusze emerytalne, które dotychczas stabilizująco wpływały na koniunkturę giełdową, nie były w stanie powstrzymać zniżek. W końcu jednak należy pamiętać, że 60% polskiego eksportu jest denominowane w euro i ostatnie znaczące osłabienie złotego wobec tej waluty powinno zachęcić inwestorów portfelowych do przynajmniej chwilowego powrotu na GPW. Oczywiście, do wykształcenia silniejszej fali wzrostowej potrzebny jest okres akumulacji, który, jak sądzę, potrwa około dwóch miesięcy. Okres wakacyjny był z reguły dla giełdy czasem marazmu i niskich obrotów.
O tym jednak, czy po przewidywanym przeze mnie okresie niskiej aktywności inwestorów napłynie nowa fala kapitału, zadecyduje w dużym stopniu koniunktura na rynkach zachodnich. Szczególnie istotne znaczenie będzie mieć zachowanie S&P 500 oraz DAX, które to indeksy doszły do silnego wsparcia, znajdującego się na poziomie dołków z jesieni ubiegłego roku. W takiej sytuacji możliwe są ze średnioterminowego punktu widzenia dwa scenariusze. Albo dojdzie do ataku strony popytowej z uwagi na zbliżenie się do wspomnianych wsparć, albo też - do wybicia z kilkudziesięciomiesięcznych formacji głowy i ramion, co będzie miało dramatyczne skutki.
Z fundamentalnego punktu widzenia należy podkreślić brak przesłanek mogących doprowadzić do umocnienia siły względnej krajowego rynku kosztem rynków dojrzałych. Na razie trudno bowiem dostrzec, aby nasza gospodarka miała wychodzić szybciej z okresu stagnacji, aniżeli kraje tworzące Unię Europejską