Dennis Lormel, kierujący specjalną komórką FBI, zajmującą się sprawą zamachów, powiedział dziennikarzowi "New York Times", iż banki bez żadnych problemów akceptowały przedstawiane im sfałszowane dokumenty. Dzięki temu właśnie porywacze samolotów mogli w ciągu roku przerzucać setki tysięcy dolarów z Bliskiego Wschodu na konta w bankach w USA. "To kolejna nauczka, wynikająca z zamachów 11 września" - powiedział Lormel. Ujawnił, że terroryści korzystali przede wszystkim z 14 rachunków, założonych na Florydzie w filiach Banku SunTrust - w sumie przepłynęło przez te konta co najmniej 325 tysięcy dolarów. Pierwsze rachunki zostały założone już w 2000 roku. Według prowadzących śledztwo, terroryści mieli dostęp do sumy co najmniej pół miliona dolarów, przekazanej z banków Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Główny przywódca grupy zamachowców, Mohammed Atta, miał bezpośredni dostęp do sumy ponad stu tysięcy dolarów - twierdzi szef grupy operacyjnej FBI.(PAP)