Kodeksy mogą zawierać całe setki szlachetnie brzmiących zasad. Także tę, iż ludzie powinni być uczciwi i widzieć coś więcej niż czubek swojego nosa. I co z tego? Reklamowane jako wielkie osiągnięcie giełdy zasady dobrej praktyki muszą mieć jeszcze szanse na ich egzekwowanie. Być może pomysłem jest wpisanie owego kodeksu do regulaminu parkietu (a nawet szerzej - regulaminu rynku publicznego). Ale tak naprawdę zmianę podejścia do dawców kapitału muszą wymusić sami akcjonariusze. Bez ich aktywności i bez zainteresowania losem własnych pieniędzy nawet najpiękniejsze slogany z kodeksów dobrych praktyk pozostaną pustym zapisem.

Oto bowiem jedyną siłą, która jest w stanie przywołać do porządku władze spółki, są sami akcjonariusze. Ale nie ci mali, z symbolicznymi pakietami, bez znaczenia na walnych zgromadzeniach. Może mieliby oni wpływ na to, co się dzieje w ich firmach, gdyby nie fakt, że nie umieją się dogadać i działać razem. Siłą sprawczą zmian mogą być natomiast na pewno agresywnie działający raiderzy, najeżdżający i restrukturyzujący spółki. Zmieniający układ sił w radach nadzorczych i wymuszający na zarządach skoncentrowanie się na budowaniu wartości dla akcjonariuszy i rezygnację z wyciągania "bokiem" kasy z firmy. Takich potencjalnych aktów wrogiego przejmowania kontroli powinni bać się menedżerowie, których jedyną ambicją jest nabicie swojego portfela i sprawna ewakuacja z własnoręcznie podziurawionego okrętu.

No więc, teoretycznie, raiderzy, wykupujący czasem tylko kilkuprocentowe pakiety akcji w spółkach, mogą nieźle i pożytecznie namieszać. Tylko jest z tym mały problem. Nasi rodzimi raiderzy usiłują wycisnąć ze spółek, ile się da, ale niewiele to ma wspólnego z zasadami corporate governance. Trudno bowiem doszukać się tam elegancji i należytego traktowania innych akcjonariuszy.

Przedstawiciele giełdy uważają, że dobrym wydarzeniem jest już sama dyskusja o kodeksach dobrych praktyk. Oby tylko nie skończyło się właśnie na dyskusji i papierowych zapisach oprawionych w złocone ramy. To, co się z nimi stanie, zależy już jednak od samych akcjonariuszy.