Tomasz Brochocki, prezes zarządu Pażura, przyznaje, że na zajętym koncie nic nie ma. - To nasz jedyny rachunek, na którym dokonywane są jeszcze jakiekolwiek obroty. Teraz znajdują się tam już tylko pieniądze na wypłaty dla 31 pracowników spółki - mówi.
Jego zdaniem, bank nie ma szans, by odzyskać choćby ułamek żądanej kwoty. Spółka sprzedała już praktycznie cały zbędny majątek (stąd m.in. miała pieniądze na wypłaty), a jej przychody za wynajem pomieszczeń znacznie spadły. Ostatnio wynoszą już tylko 50 tys. zł miesięcznie.
Piotr Gajdziński, rzecznik prasowy BZ WBK, nie ukrywa, że bank ma już dość "współpracy" z Pażurem. - Propozycje składane przez firmę są po prostu niepoważne. Coś, co określane jest mianem programu naprawczego, nie spełnia żadnych standardów i nie rokuje nadziei na uratowanie przedsiębiorstwa i naszych pieniędzy - mówi.
Pażur zaproponował w marcu br. grupie pięciu banków oraz PZU program redukcji ponad 60 mln zł zadłużenia i spłaty reszty zobowiązań. Prezes Brochocki przyznaje, że porozumienie z instytucjami finansowymi jest jedyną szansą spółki.
Jego zdaniem, firma znalazła inwestora strategicznego z Cypru. Obiecywał on, iż wniesie do spółki 8 mln zł i "rozkręci" działalność na nowo. Warunkiem było "tylko" dogadanie się z wierzycielami. Przedstawiciele banków nie uznali go jednak za wiarygodnego partnera.