Reklama

Rusza konsolidacja rynku

Wszystko wskazuje na to, że w ciągu dwóch lat z polskiego rynku zniknie co najmniej dziesięć firm ubezpieczeniowych. Brak perspektyw na szybkie osiągnięcie zysków powoduje, że właściciele towarzystw będą chcieli je sprzedać bądź zamknąć.

Publikacja: 16.07.2002 09:49

W ostatnich latach obserwowaliśmy gwałtowny wzrost liczby nowych zakładów ubezpieczeń - od 1995 r. działalność operacyjną rozpoczęły 34 podmioty. Jednak tempo zakładania nowych spółek systematycznie maleje. W 1999 r. minister finansów wydał 12 zezwoleń na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej. W 2000 r. licencję otrzymało sześć podmiotów, w 2001 r. zaś już tylko trzy. W pierwszym półroczu 2002 r. minister nie wydał żadnego zezwolenia dla nowej firmy ubezpieczeniowej. O tym czy są jakieś wnioski, Ministerstwo Finansów oficjalnie milczy. Nieoficjalnie wiadomo, że zainteresowanie rozpoczęciem działalności w Polsce nowych inwestorów jest minimalne. Do resortu wpływa za to coraz więcej wniosków o wydanie zezwolenia na przejęcie udziałów w już działających firmach. Pochodzą one od inwestorów, którzy nie byli jeszcze obecni na polskim rynku, lecz większość z nich dotyczy połączeń firm. Inwestorzy zdali chyba sobie sprawę, że rzeczywisty potencjał polskiego rynku ubezpieczeń dobrowolnych to 2-3 miliony klientów indywidualnych, a ci w większości wykupili już polisy. Teraz firmy mogą rosnąć jedynie kosztem swoich konkurentów, a przecież nikt nie odda swojej pozycji bez walki. Jedynym wyjściem jest zwiększenie poprzez fuzje skali działalności, co prowadzi do redukcji kosztów i może uczynić dotychczasowe inwestycje bardziej opłacalnymi.

Duża koncentracja

Obecnie zezwolenie ministra finansów na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej posiadają 72 firmy. Jednak pomimo gwałtownego wzrostu liczby nowych zakładów ubezpieczeń w ostatnich pięciu latach, dekoncentracja krajowego rynku postępuje powoli. Liczby są nieubłagane. Według wstępnych danych Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych na koniec marca 2002 r., udział dziesięciu największych towarzystw majątkowych w składce działu wynosił 91,7%, sprzedających polisy na życie zaś aż 96,3%. W przypadku sektora ubezpieczeń majątkowych i osobowych jest to oczywiście wynik zaszłości historycznych. Przed 1990 r. na polskim rynku działały zaledwie dwie firmy: PZU i Warta. W sektorze ubezpieczeń na życie przed 1989 r. jedynym podmiotem uprawnionym do sprzedaży polis było PZU (potem portfel przeniesiono do wyodrębnionej spółki PZU Życie), przez co udział firmy w rynku był przez kilka lat zbliżony do 100% (z PZU próbowała rywalizować Westa Life, ale została postawiona w stan likwidacji po ogłoszeniu bankructwa jej spółki-matki Westy). Dopiero pojawienie się na początku lat 90. amerykańskiego Amplico Life, a zwłaszcza brytyjskiego Commercial Union zmieniło obraz polskiego rynku. Obie zagraniczne firmy szybko zdobyły zaufanie i kieszenie polskich klientów (z czasem dołączyło do nich holenderskie ING Nationale-Nederlanden). Skutek? Cztery największe firmy mają obecnie blisko 90-proc. udział w krajowym sektorze ubezpieczeń na życie, pozostałymi 10% musi podzielić się aż 30 firm.

Na bakier z arytmetyką

Skąd zatem tak duży optymizm u inwestorów, skoro w ciągu ostatnich siedmiu lat na polskim rynku pojawiły się aż 34 podmioty? Czyżby nie zdawali sobie sprawy, że w warunkach tak dużej koncentracji zdobycie jakiegokolwiek portfela będzie słono kosztować i może zająć bardzo dużo czasu? Analitycy rynku przyznają, że większość biznesplanów przygotowanych przez inwestorów wchodzących na nasz rynek nie miała oparcia w rzeczywistości zwłaszcza jeśli chodzi o potencjał rynku. Rzekomą atrakcyjność rynku wywodzono z prostego porównania wysokości składki na jedną osobę w Polsce i np. w Szwajcarii oraz liczby mieszkańców naszego kraju. Przepaść była ogromna, a różnica miałaby wskazywać na właściwie nieograniczone możliwości pozyskiwania składek. Ogromna dynamika pozyskiwanej składki (zwłaszcza w ubezpieczeniach na życie), z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze trzy-cztery lata temu, wprawiła wiele zarządów w zachwyt. Co chwila licytowano się, kto i kiedy znajdzie się w pierwszej piątce ubezpieczycieli pod względem zbieranej składki brutto. Gdyby zsumować udziały procentowe w rynku, jakie wchodzące do Polski firmy zamierzały zdobyć w krótkim okresie (najczęściej 3-5 lat), z udziałami towarzystw już działających, to ich wartość grubo przekroczyłaby 200%.

Reklama
Reklama

Splot niekorzystnych zdarzeń

Niestety, inwestorzy najwyraźniej nie przewidzieli spowolnienia gospodarczego, z jakim mamy do czynienia w Polsce od ponad roku. O ile na koniec 2000 r. nasz PKB wzrósł o 4%, to już na koniec grudnia 2001 r. wzrost wyniósł zaledwie 1%, a przecież wartość sprzedaży ubezpieczeń jest ściśle skorelowana z poziomem zamożności społeczeństwa, czyli PKB. Dodatkowo Polacy, mimo że są dość ubodzy, nie mają w zwyczaju ubezpieczać swojego majątku przed kradzieżą lub zniszczeniem czy dbać o finansowe zabezpieczenie przyszłości swojej i dzieci. Nie ma się więc co dziwić, że firmy napotykają coraz większe trudności z pozyskiwaniem nowych klientów, a tym samym składek. Swoje robi także system finansowy państwa, skoncentrowany na tym, jak wydać pieniądze, a nie, jak je pomnażać. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że wprowadzenie opodatkowania zysków z lokat (w tym funduszy inwestycyjnych powiązanych z ubezpieczeniami na życie) jeszcze bardziej spowolni rozwój sektora ubezpieczeń w Polsce.

Za małe, by przetrwać

Według analityków, założone od podstaw towarzystwo może zacząć przynosić zyski akcjonariuszom dopiero po 5-7 latach działalności. Jest jednak podstawowy warunek - musi osiągnąć odpowiednio dużą skalę działalności. Działanie na dużą skalę pozwala bowiem np. na osiągnięcie zysku przy niższych stopach składek, co nie jest możliwe w przypadku firmy posiadającej niewielki udział w rynku. Pewnym wyjściem mogłaby być specjalizacja, jednak większość z działających w Polsce firm uparło się, żeby być towarzystwami uniwersalnymi, tj. obsługującymi zarówno klientów indywidualnych, jak i firmy (zakłady majątkowe) bądź sprzedawać możliwie wszystkie rodzaje polis (zakłady ubezpieczeń na życie). Taka polityka prowadzi do niepotrzebnego zwiększania kosztów działalności, co w sytuacji dyktatu cenowego narzuconego przez duże firmy (z reguły legitymujące się dłuższym stażem na rynku), musiało skutkować wysokimi stratami. Jak się okazuje - zbyt wysokimi dla ich akcjonariuszy. W ostatnich tygodniach już trzy firmy zadeklarowały, że zawieszają wystawianie nowych polis. Z walki o polski rynek wycofały się należące do szwedzkiego konglomeratu finansowego Skandinaviska Enskilda Banken, TUiR Partner i Garda Life. Bjorn Bockelin, prezes zarządu obu spółek towarzystw SEB, tak tłumaczy decyzję swoich akcjonariuszy. - Po pięciu latach firma życiowa nie osiąga zysków, a jej działalność jest zbyt mała, by mogła odnieść sukces w najbliższej przyszłości. Ponadto w 1999 roku SEB wycofał się na świecie z rynku ubezpieczeń majątkowych, sprzedając swoje spółki oferujące takie polisy. Polski Partner jest ostatnią, jaką posiadał - powiedział "Rzeczpospolitej". Od końca maja br. Partner i Garda Life zaprzestały sprzedaży polis i zapewniają tylko obsługę dotychczasowym klientom. Szwedzki inwestor chce sprzedać akcje lub doprowadzić do likwidacji obu spółek liniowych.

Poddało się także TUnŻ Wuestenrot, którego właścicielami jest niemieckie konsorcjum finansowe Wuestenrot&Wuertenbergische i austriacki Wuestenrot. Powód: załamanie koniunktury w sektorze ubezpieczeń na życie oraz zła sytuacja gospodarcza w kraju.

Skutki 11 września

Reklama
Reklama

Sytuacja jest o tyle niepokojąca, że wszystkie firmy miały inwestorów branżowych, których obecność w akcjonariacie spółek jeszcze rok, dwa lata temu stanowiłaby wystarczającą gwarancję, że ich biznes ma długoterminowy charakter. Zdaniem analityków, obecna sytuacja była do przewidzenia. W ostatnich latach działalność w Polsce rozpoczęło, bowiem zbyt wiele zagranicznych towarzystw, które nie radzą sobie na tyle, by nawet w dłuższej perspektywie stać się rentownym przedsięwzięciem. Zwyciężył jednak rachunek ekonomiczny. Najwyraźniej właściciele uznali, że w tak trudnych warunkacA utrzymanie struktur przy zahamowaniu przychodów ze składek może tylko pogłębić poniesione straty. Opinię potwierdza również Piotr Bendykowski, szef polskiej praktyki ubezpieczeniowej firmy konsultingowej Accenture. - Wielu z zagranicznych inwestorów rozpoczynając działalność w Polsce liczył, że w ciągu kilku lat zdobędzie do 5% rynku, jednak kiedy widzą, że jest to mało prawdopodobne, rezygnują ze względów ekonomicznych z dalszego prowadzenia działalności - twierdzi. Wygląda na to, że śladem właścicieli Partnera, Gardy Life i Wuenstenrota pójdą kolejni inwestorzy. Wstępne wyniki finansowe po I kwartale wskazują, że działalność wygaszają - nie nagłaśniając tego - TU Winterthur (spadek przypisu składki o 22,8%, do 3,33 mln zł, fińskie If TU (o 37,1%, do 0,69 mln zł).

Kolejnym powodem rezygnacji zagranicznych inwestorów ubezpieczeniowych z dalszej działalności na naszym rynku są też straty powstałe po ataku na nowojorskie wieże WTC. Okazały się one tak duże, że szwajcarski gigant Zurich Financial Services Group musiał sprzedać swoje spółki w Europie Środkowej - włoskiej grupie Generali (w resorcie finansów są już dwa wnioski o wydanie zezwolenia na przejęcie Zurich TU i Zurich Życie). Inni działający w Polsce inwestorzy łączą biznesy (np. Compensa Życie połączy się z Vienna Life). Wielką niewiadomą jest los TU Daewoo. Raczej wątpliwe, aby przejął je, działający w branży mięsnej, giełdowy Pekpol. Jeśli więc nie znajdzie się wiarygodny inwestor spółki (także zależne TU Universum Życie) trzeba będzie zamknąć, a ich portfele przekazać np. grupie PZU. Wygląda więc na to, że w ciągu roku z rynku może zniknąć co najmniej 10 firm. Analitycy są zgodni: to dopiero początek konsolidacji.

Niewielkie wymogi

Wydaje się, że przeszkodą do rozpoczęcia inwestycji w Polsce nie mogą być wymagania, co do poziomu kapitału założycielskiego. Polskie prawo jest w tym względzie bardzo liberalne. Obecnie kapitał założycielski nie może być niższy od tzw. minimalnego kapitału gwarancyjnego. W przypadku zakładów ubezpieczeń na życie prowadzących działalność w formie spółki akcyjnej jest to równowartość 800 tys. euro (3,2 mln zł), zakładów ubezpieczeń majątkowych zaś - 400 tys. euro (1,6 mln zł). Oczywiście cena, jaką muszą zapłacić inwestorzy za zezwolenia, jest dużo wyższa. Z analizy wydanych w latach 2000-2001 zezwoleń wynika, że inwestorzy wpłacają na kapitał założycielski 20-30 mln zł, a na fundusz organizacyjny do 10 mln zł. Środki z funduszu organizacyjnego są częścią bilansu, jednak ich wydatkowanie nie jest uwzględniane w rachunku zysków i strat. Towarzystwa wykorzystują je do sfinansowania m.in. opłat rejestracyjnych, tworzenia administracji i zorganizowania sieci przedstawicielstw, szkolenie pracowników i agentów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama