Reklama

Płace stanęły w miejscu

Towarzystwa ubezpieczeniowe, podobnie jak banki, uchodziły dotąd za hojnych pracodawców. Systematyczny i wysoki wzrost liczby zakładów w ostatnich latach powodował, że wchodzące firmy chcąc pozyskać z rynku wysokiej klasy specjalistów, oferowały im coraz wyższe apanaże. Spirala kosztowa nakręcała się w oszałamiającym tempie. Jak się okazuje - do czasu. Wygląda na to, że w związku z załamaniem się sprzedaży nowych polis rokowania dla pracowników branży nie są już tak dobre.

Publikacja: 16.07.2002 09:51

Załamanie koniunktury w ubezpieczeniach spowodowało, że w miejsce panującego jeszcze rok, dwa lata temu powszechnego optymizmu na rynku ubezpieczeniowym (przejawiającego się m.in. ekspansywnym rozwojem sieci sprzedaży) zaczynają pojawiać się głosy o konieczności zwiększenia efektywności działania stworzonych już struktur. Trudno znaleźć dzisiaj firmę, która zamierza w krótkim czasie otworzyć kilkadziesiąt oddziałów w całej Polsce, wybudować nową okazałą siedzibę i zatrudnić kilkudziesięciu nowych pracowników. Wygląda na to, że w związku z nie najlepszymi prognozami na ten rok, a pewnie i przyszłe lata, hasło optymalizacji kosztów działalności na trwale zagości w języku polskich ubezpieczycieli.

Czas ograniczania kosztów

Mimo że coraz więcej krajowych zakładów ubezpieczeń zaczyna przynosić zyski, to ich poziom nadal pozostawia wiele do życzenia. Zdaniem analityków, osiągnięta poprawa wyników finansowych jest przede wszystkim efektem wdrożenia procesów restrukturyzacyjnych. To jednak dopiero początek drogi. Wygląda na to, że zarządy będą zmuszone do podjęcia bardziej radykalnych działań, osiągana bowiem obecnie rentowność w okolicach zera nie znajdzie raczej w dłuższym okresie uznania inwestorów. Zdaniem analityków, redukcje będą dotyczyć prawie wszystkich pozycji kosztowych, w tym płac. Według zweryfikowanych danych Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych za 2000 r., udział wynagrodzeń w kosztach administracyjnych wyniósł 44,9%. Jeżeli uwzględnimy dodatkowo część z wydatków (28% kosztów administracyjnych) na tzw. usługi obce (część firm wypłaca w ten sposób pensje pracownikom, uciekając od obowiązkowych narzutów na wynagrodzenia), to okaże się, że koszty osobowe przekraczają 50% wydatków administracyjnych. Zdaniem analityków, ubezpieczyciele nie zdecydują się raczej na redukcję wydatków na usługi obce. Pod tą pozycją kryją się bowiem wydatki na czynsze, reklamę i materiały promocyjne, szkolenia agentów, a więc koszty szczególnie wrażliwe w sytuacji kurczenia się rynku.

Przykład idzie z góry

Sektor ubezpieczeniowy, inaczej niż bankowy, na razie uchronił się przed poważniejszymi redukcjami zatrudnienia, także wynagrodzenia rosły szybciej niż inflacja. Nie oznacza to jednak, że pracownicy mogą spokojnie patrzeć w przyszłość. Dotyczy to zarówno kadry zarządzającej, jak i personelu firm ubezpieczeniowych. Właściciele, a za nimi zarządy, stawiają sprawę jasno: alternatywą dla zwolnień może być wyłącznie zwiększenie efektywności. W tych trudnych czasach nie ma co liczyć na zbiorowe podwyżki płac, jeśli już to najwyżej na indeksację. Tendencję do ograniczania wzrostu wynagrodzeń w firmach ubezpieczeniowych można było z resztą zaobserwować już w 2001 r. Według danych KNUiFE, średnie podstawowe wynagrodzenie brutto (po odjęciu składek na ubezpieczenie społeczne obciążających pracowników) w zakładach ogółem wzrosło o 10,8%, do 2685,2 zł. Jeśli uwzględnimy premie i inne dodatki, wynagrodzenie będzie oczywiście wyższe (5 158,33 zł), jednak wzrost płac będzie już zdecydowanie niższy i wyniesie tylko 2,4%. Wygląda na to, że przykład do samoograniczania apetytów płacowych idzie z samej góry. W 2001 r. średnie miesięczne podstawowe wynagrodzenie członków zarządu wyniosło 21 676,6 zł i było wyższe o 3,3% niż rok wcześniej. Co ciekawe, ze statystyk nadzoru wynika, że sytuacja prezesów firm jest nie do pozazdroszczenia. Wygląda na to, że wraz z pogarszającą się sytuacją rynkową, rady nadzorcze nie są już tak hojne w przyznawaniu premii i dodatków motywacyjnych. Wprawdzie są one ciągle wysokie (średnio 9605,5 zł miesięcznie), ale zmniejszyły się blisko o 30% w porównaniu z 2000 r. Oznacza to, że w ciągu ostatniego roku portfele członków zarządów skurczyły się nominalnie o 9,4% (a gdzie inflacja?).Doceniane kadry

Reklama
Reklama

Całkiem nieźle na tym tle rysuje się sytuacja finansowa kadry kierowniczej i doradców zarządów, a także osób pracujących na niższych stanowiskach. W 2001 r. średnie podstawowe miesięczne wynagrodzenie brutto osób ze średniego szczebla zarządzającego wzrosło o 18%, do 6221,7 zł. Razem z premiami i dodatkami było to 9214,9 zł brutto miesięcznie. Jeszcze bardziej spektakularny wzrost zarobków podstawowych dotyczy grupy doradców. Ich miesięczne uposażenie brutto wzrosło w ciągu ubiegłego roku o 45,2% do 8745,3 zł. Najwyraźniej zarządy firm ubezpieczeniowych doszły do wniosku, że w coraz trudniejszych warunkach rynkowych, osoby pracujące na kluczowych stanowiskach są zbyt cenne, aby z tak błahego powodu, jak niskie zarobki pozwolić na ich podkupienie przez konkurentów. Nieco rozczarowani powinni czuć się aktuariusze, choć nadal pozostają najlepiej wynagradzaną, po członkach zarządów, grupą zawodową w sektorze ubezpieczeniowym. Podstawowe miesięczne wynagrodzenie brutto matematyków ubezpieczeniowych wzrosło zaledwie o 1,5%, do 7713,6 zł. Na dodatek ich premie były niższe o około 1000 zł miesięcznie. Oznacza to, że w porównaniu z 2000 r. ich zarobki były nominalnie niższe o 12,7%. Sytuacja jest dość dziwna, zważywszy że firmy jeszcze rok, dwa lata temu narzekały na brak wysoko wykwalifikowanych aktuariuszy. Być może rynek się nasycił, ale także firmy są bardziej powściągliwe we wprowadzaniu nowych produktów.

Pensje tzw. pozostałych pracowników są już ponad dwa razy niższe niż kadry kierowniczej. Podstawowe wynagrodzenie miesięczne brutto tej kategorii personelu wzrosło o 10,8% do 2125,4 zł, a uwzględniając premie i dodatki o 6%, do 3324,6 zł. Oznacza to, że wzrost zarobków nieznacznie przekroczył wskaźnik inflacji (średnioroczna inflacja wyniosła 5,5%). W zdecydowanie najgorszej sytuacji są agenci na etatach, których średnie podstawowe wynagrodzenie miesięczne wzrosło co prawda o 9,3%, do 1644,4 zł, lecz zakłady zaprzestały właściwie wypłacania im jakichkolwiek premii (niecałe 8 zł miesięcznie w 2001 r., wobec 3849 zł rok wcześniej).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama