Reklama

EBI można było uratować

Z Dariuszem Marczyńskim, byłym prezesem Euro Bud Invest, rozmawia Grzegorz Zybert

Publikacja: 20.07.2002 09:19

Co Pan zastał w EBI przychodząc do spółki w ramach kontraktu menedżerskiego w czerwcu 2000 roku?

Sytuacja ekonomiczno-finansowa spółki była zła. W 1999 r. zanotowała stratę. Późniejsze kontrole wykazały, że była ona znacznie większa, niż pierwotnie podano. Spółka praktycznie utraciła płynność finansową, a rozpoczęte inwestycje deweloperskie zostały wstrzymane.

Od czego zaczął Pan urzędowanie?

Euro Bud Invest wymagał restrukturyzacji zadłużenia. Wraz ze specjalistą z Banku Śląskiego opracowałem biznesplan do 2003 r. Zaproponowałem także połączenie EBI z jego spółką zależną RPBI. Jednak tych planów nie dało się zrealizować bez przypływu kapitału. Nową emisję akcji serii E miało przeprowadzić biuro maklerskie PKO BP, a jego doradcy podjęli się rozmów z bankami-wierzycielami. Niestety, bank nie dotrzymał obietnicy i w grudniu 2000 roku wycofał się z projektu bez podania przyczyn. Cała moja ośmiomiesięczna praca przy ratowaniu spółki poszła na marne. Oczywiście, nie chcę gloryfikować swoich zasług, ale plan sanacji był naprawdę realny i w 2003 r. firma mogłaby mieć pierwszy zysk operacyjny. Jednak w półtora roku po moim odwołaniu dokładnie sprawdza się mój czarny scenariusz, który przewidywałem na wypadek niepowodzenia emisji akcji.

Czyli za obecną sytuację firmy wini Pan głównie PKO BP, który zrezygnował z objęcia akcji i uniemożliwił pozyskanie kapitału?

Reklama
Reklama

Myślę, że to był gwóźdź do trumny.

A co Pan konkretnie zdołał zrobić w EBI?

Udało mi się uporządkować wiele kwestii formalnoprawnych. Proszę sobie, na przykład, wyobrazić, że spółka nie miała regulaminu działania rady nadzorczej. Jedyną słuszną decyzją, jaką należało podjąć w takiej sytuacji ekonomicznej EBI, było zawarcie układu z wierzycielami. To gwarantowałoby pewną stabilność i bezpieczeństwo spółce. I umożliwiało, przy sprzedaży nowych akcji, rozwinięcie podstawowej działalności, dokończenie rozpoczętych projektów. W naszym biznesplanie założyliśmy, że w ciągu półtora, dwóch lat spółka byłaby w stanie spłacać swoje zobowiązania. Udało mi się, bez zawarcia układu, obniżyć poziom wierzytelności. Za mojej kadencji EBI wybudowało dwa sklepy dla Leader Price. Te inwestycje przyniosły zyski.

Do układu jednak nie doszło. Dlaczego?

To stało się już po moim odwołaniu, a winę próbuje się przypisać mnie. Jest to absurd. Wszystkie działania, które zostały podjęte, aby mnie odsunąć, miały na celu powrót starej ekipy i wyczyszczenie niektórych papierów, które wcześniej ujrzały światło dzienne. Po kontroli z urzędu skarbowego, która miała miejsce w lutym 2001 r., zgłosiłem niektóre sprawy do prokuratury.

Co to były za sprawy?

Reklama
Reklama

Złożyłem doniesie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przy zakładaniu spółki akcyjnej. Według mnie, podwyższano kapitał EBI i Lety, która została jego akcjonariuszem, poprzez kolejne aporty o coraz większej wartości. Do tego dochodziło zawyżanie kalkulacji inwestycji, zakup gruntów po cenach znacznie wyższych od rynkowych. Z tego co wiem, prokuratura postawiła zarzuty obecnemu prezesowi EBI Bogusławowi Sosze i dyrektorowi finansowemu o działanie na szkodę spółki zależnej RPBI.

Dlaczego spółka nie poinformowała o tym w komunikacie bieżącym?

To kolejna sprawa. Po moim odejściu spółka praktycznie zaprzestała informowania rynku publicznego o swojej działalności.

Jak to możliwe, że KPWiG dopuściła taką "papierową" spółkę do obrotu publicznego?

To nie jest pytanie do mnie , ale na pewno wyrządziło to wiele szkody. Poszkodowani zostali zwykli obywatele, którzy zawierzyli firmie publicznej i wpłacili pieniądze na mieszkania przez nią obiecywane. Z tego tytułu są prowadzone dochodzenia w prokuraturze. Straty ponieśli, oczywiście, także inwestorzy giełdowi, którzy kupili kiedyś papiery EBI warte teraz kilka groszy.

A czy obecny prezes EBI nie złożył doniesienia na Pana działalność?Szczerze mówiąc, nie wiem. Odgrażał się, że to zrobi.

Reklama
Reklama

Czy otrzymał Pan wynagrodzenie za konktrakt menedżerski?

Nie, firma jest mi winna 70 tys. złotych plus odsetki. Nie otrzymałem także odprawy, bowiem walne uznało, że źle zarządzałem spółką. Jako akcjonariusz zaskarżyłem tę uchwałę i będą domagał się zadośćuczynienia.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama