Wobec utrzymującego się spadku kursów akcji na amerykańskich giełdach spółka miała do wyboru albo pozyskać z rynku mniej pieniędzy niż planowała, albo zrezygnować z oferty. Wybrała to drugie.

Po decyzji spółki, jedenaście innych firm zrobiło to samo, gdyż wolały odwołać oferty opiewające w sumie na 3,1 mld USD lub przełożyć je na bardziej dogodny termin niż zgodzić się na niższe ceny. Pięć spółek zdecydowało się na przeprowadzenie emisji, ale po obniżeniu ceny ofertowej lub sprzedając mniej akcji niż planowały.

Masowe odwoływanie IPO odzwierciedla trudności amerykańskich spółek z wejściem na rynek kapitałowy zaledwie dwa lata po pęknięciu bańki z ofertami. Największa od 15 miesięcy klęska ofert publicznych zamknęła drzwi na rynek przed prawie wszystkimi emitentami i zburzyła plany 439 spółek.

W tym roku amerykańskie spółki przeprowadziły z powodzeniem zaledwie 56 IPO i pozyskały z rynku 20,8 mld USD. Liczba ofert jest więc o jedną trzecią mniejsza niż w tym samym okresie ub.r., a kwota środków pozyskanych z pierwotnych ofert najniższa od 1995 r. Największy jest spadek liczby spółek, którym udaje się wejść na rynek publiczny - w 1999 r. było ich 557, w 2000 r. - 228, w ubiegłym sto, a więc najmniej od 20 lat, a w tym zapewne będzie jeszcze gorzej.

Odwoływanie IPO lub zgadzanie się na niższe ceny to trudne decyzje dla zarządów spółek ze względu na koszty organizacji i promocji sprzedaży akcji. W raportach dla organów nadzoru rynkowego firma Nomos podała, że zapłaciła ok. 1,8 mln USD prawnikom oraz audytorom i na pokrycie innych wydatków, i to przed zaplanowanymi na 11 dni spotkaniami z inwestorami w 23 miastach Europy i Ameryki Północnej.