Komisję szczególnie zainteresowała wypowiedź byłego szefa operacji finansowych WorldComu, Scotta Sullivana podczas wewnętrznego dochodzenia firmy, z której wynikało, iż ówczesny CEO Bernard Ebbers doskonale orientował się w machinacjach rozrachunkowych. WorldCom przez pięć kwartałów z rzędu błędnie zapisywał część wydatków firmy po stronie inwestycji, zawyżając przychody spółki o 3,9 mld USD. Przed kilkoma dniami ogłosił bankructwo.

Teraz kongresmeni za wszelką cenę usiłują się zorientować, kto, co i kiedy wiedział. Sami bohaterowie dramatu milczą. Podczas niedawnych przesłuchań na Kapitolu powoływali się zgodnie na piątą poprawkę do konstytucji, dającą prawo do odmowy składania samoobciążających zeznań. Komisja zażądała potwierdzenia informacji, czy rzeczywiście Sullivan obciążył odpowiedzialnością swojego byłego szefa.

Oprócz tego do izby niższej Kongresu ma trafić korepondencja WorldComu z audytorem (którym był jeszcze do niedawna... Arthur Andersen) oraz szczegóły ustalania przepisów dotyczących naliczania rachunków, w związku z oskarżeniami o ich zawyżanie. Wreszcie WorldCom ma dostarczyć ustawodawcom listę zebrań zarządu, w których uczestniczył kontrowersyjny analityk z Salomon Smith Barney, Jack Grubman. Ten dom maklerski wprowadzał na rynek nowe akcje WorldComu i kongresmeni zamierzają ustalić, jakie korzyści wyciągnął z tego Grubman. Przez ostatnie lata ten analityk był gorącym zwolennikiem inwestowania w akcje WorldComu. Rating dla upadającego giganta (107 mld USD w aktywach) zaczął obniżać dopiero w br.