Ropa naftowa znowu wczoraj staniała, a tym razem przyczyną spadku ceny były prognozy analityków, że OPEC już na najbliższym, wrześniowym posiedzeniu zdecyduje się na zwiększenie sprzedaży o 1,5 mln baryłek dziennie.
Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej, która dostarcza na światowe rynki jedną trzecią tego surowca, będzie musiała zwiększyć produkcję w IV kwartale, aby utrzymać udział w rynku - uważają analitycy. Przewodniczący OPEC Rilwanu Lukman powiedział w ubiegłym tygodniu, że produkcja wzrośnie w tym roku dopiero po przekroczeniu przez ceny 28 USD za baryłkę.
Faktem jest jednak, że OPEC traci udział w rynku, a zwiększenie wydobycia o 1-1,5 mln baryłek może oznaczać obniżenie ceny o 3 USD na baryłce. Już i tak zresztą 10 krajów, które uzgodniły na ten rok limit wydobycia najniższy od 11 lat, produkuje dziennie 1,4 mln baryłek ropy więcej, przekraczając owe ograniczenia o 6,7%. Poza tym rywale OPEC, tacy jak Rosja, Norwegia i Meksyk, od początku lipca zwiększyli produkcję i odbierają organizacji klientów. W ciągu minionych 30 lat udział tej grupy w światowym rynku spadł z prawie 50%, do ok. jednej trzeciej.
Wiele wskazuje więc na to, że podaż ropy wzrośnie. Nie ma natomiast przesłanek zwiększenia popytu wcześniej niż w przyszłym roku. Indeks zaufania niemieckich przedsiębiorców spadł w lipcu najbardziej od września ub.r., a sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii zmniejszyła się w czerwcu w stopniu największym od lutego 2000 r. Dane te wskazują, że na wyraźne ożywienie dwóch największych europejskich gospodarek przyjdzie jeszcze poczekać.
Wczoraj po południu na londyńskiej giełdzie paliwowej za baryłkę ropy gatunku Brent z dostawą na wrzesień płacono 25,24 USD, a więc o 0,4% mniej niż na środowym zamknięciu.