Drugi dzień z rzędu drożała wczoraj ropa naftowa. Tym razem przyczyną wzrostu

ceny tego surowca był raport American Petroleum Institute, z którego wynika, że bardziej niż się spodziewano spadły w ubiegłym tygodniu zapasy benzyny w Stanach Zjednoczonych.

Zmniejszyły się one o 1,4 mln baryłek, a więc o 0,7%. Nie jest niespodzianką sam spadek zapasów, bo zawsze w czasie letnich wakacji rośnie popyt na benzynę na Półkuli Północnej. Zaskakuje jego wielkość. Analitycy spodziewali się spadku o ok. 1 mln baryłek. Przyczyna leży zapewne w tym, że Amerykanie masowo przesiedli się z samolotów do samochodów, a te w takiej masie zużywają więcej paliwa. Większy popyt zazwyczaj powoduje wzrost ceny, toteż wczoraj w Londynie za baryłkę ropy gatunku Brent płacono po południu 25,93 USD, a więc o 0,9% więcej niż na wtorkowym zamknięciu notowań.

Miedź znowu wczoraj staniała. Na Londyńskiej Giełdzie Metali tona kosztowała po południu 1512 USD, czyli o 0,8% mniej niż we wtorek. Na cenę tego metalu niekorzystnie wpłynęły dane ze Stanów Zjednoczonych, świadczące o słabszym niż prognozowano tempie wzrostu amerykańskiej gospodarki. Z analizy technicznej wynika, że najbliższe wsparcie znajduje się na poziomie 1500 USD, a opór na 1560 USD.

Złoto wczoraj rano odrabiało straty po gwałtownej wyprzedaży z ubiegłego tygodnia i kosztowało już nawet 309,9 USD za uncję, ale obawy o brak fizycznego popytu na ten kruszec nie pozwoliły na większe zakupy. Oznacza to również, że rynek złota pozostanie na łasce funduszy spekulacyjnych. Jeśli nie pojawią się jakieś wyjątkowo złe informacje, to cenę złota czeka okres stabilizacji na poziomie 303-308 USD za uncję. Wczoraj w Londynie płacono po południu 304,65 USD, a więc o 80 centów mniej niż we wtorek.