Fakt wszczęcia nieformalnego na razie śledztwa potwierdził rzecznik prasowy Spitzera. Opinię publiczną zbulwersowały doniesienia, że szefowie plajtujących firm w ostatnich miesiącach przed katastrofą wypłacali sobie gigantyczne gratyfikacje i spieniężali posiadane akcje. I tak Gary Winnick z Global Crossing wzbogacił się o 512 mln USD, Ken Lay z Enron Corp. o 247 mln, a Scott Sullivan z WorldComu o 49 mln. Według "Financial Times", w ciągu trzech lat poprzedzających ogłoszenie upadłości konta szefów 25 wielkich amerykańskich korporacji powiększyły się o astronomiczną kwotę 3,3 mld USD.
Prokurator Spitzer konsekwentnie buduje swój image prokuratora twardo zwalczającego najmniejsze przejawy korporacyjnej przestępczości. Tym razem chce doprowadzić do odebrania majątku, o jaki wzbogacili się dyrektorzy spółek kosztem dużych udziałowców i drobnych inwestorów, którzy stracili wszystko, gdy kurs akcji splajtowanych firm spadł do zera.
W ostatnich miesiącach Spitzer ujawnił, że analitycy Merill Lynch pracowali w warunkach konfliktu interesów, gdyż rozliczani byli z pieniędzy z pionu inwestycyjnego firmy. W okresie internetowej hossy zalecano klientom zakup akcji, o których analitycy mieli prywatnie - delikatnie ujmując - nie najlepsze zdanie. Sprawa, zakończona ugodą sądową i zobowiązaniem ML do zapłacenia 100 mln USD grzywny, miała wpływ na wszystkie banki inwestycyjne. Zobowiązały się one dobrowolnie do wprowadzenia klarownych systemów rekomendacji spółek oraz do wzmocnienia "chińskiego muru", jaki powinien oddzielać działy analiz od pionu inwestycyjnego.