Po środowych lepszych od oczekiwań danych o deficycie na rachunku obrotów

bieżących złoty otworzył się wczoraj wyżej, na poziomie 3,9% po mocnej stronie parytetu (4,1820 wobec dolara i 4,0720 wobec euro). Poranne osłabienie euro/dolara wzmocniło złotego o około 0,4% w stosunku do koszyka walut, jednak wczorajsza sesja ponownie udowodniła, że strona podażowa jest obecnie o wiele silniejsza. Pod koniec dnia dolar był kwotowany na poziomie 4,2035, a euro 4,1270 (3,0% po mocnej stronie parytetu).

Zagranica wciąż sprzedaje złotego. Na rynku nie widać oznak paniki i tak naprawdę wielu graczy próbowało grać na umocnienie złotego, jednak "silne ręce" systematycznie kupują dolary z rynku. To sugeruje raczej dalsze osłabienie złotego w najbliższych dniach. Poziom oporu dla dolar/złotego znajduje się na 4,2040 i 4,2400. Poziom wsparcia znajduje się na 4,1780.

Moim zdaniem, pesymizm panujący na światowych rynkach finansowych zwiększył awersję do ryzyka wśród inwestorów globalnych, którzy zmniejszają swoją ekspozycję na rynkach wschodzących. Taki scenariusz potwierdzają wczorajsze dane NBP o rachunku kapitałowym, które pokazały odpływ zagranicznych inwestorów portfelowych w czerwcu (-221 mln dolarów). Obawy przed kryzysem finansowym w Ameryce Łacińskiej z pewnością nie zmienią nastawienia inwestorów w najbliższym czasie.

Na rynkach światowych euro/dolar testował ważny poziom wsparcia na 0,9720, jednak gorsze od oczekiwań dane o bezrobociu za oceanem oraz bardzo negatywne dane o aktywności w amerykańskim przemyśle wpłynęły na umocnienie euro do 0,9840 USD pod koniec sesji europejskiej. Spadek indeksu ISM do 50,5 pkt., z 56,2 pkt. w czerwcu, bardzo źle wróży amerykańskim rynkom finansowych i może oznaczać dalsze wzrosty euro wobec dolara.