"Panie, kiedyś to były czasy... Robota była, pieniądze były, na kartki wszystko można było dostać, na ulicach ład i porządek (w pewnym okresie zaprowadzany nawet przez godzinę milicyjną...). Dychę w dolarach człowiek zarabiał i miał się jak panisko. A zawsze można było coś tam skombinować (czytaj: ukraść) z firmy i sprzedać. Albo do Bułgarii na handel się wyrwać. No i te wczasy. Panie, co to były za wczasy. Nie to co teraz. Teraz to już zupełnie zniszczyli tę Polskę. Ci Żydzi, Panie, ją zniszczyli. A Gierek wcale nie był taki zły..."
Znajomy tekścik? Ile razy słyszycie podobne wyznania od nawiedzonych taksówkarzy, gadatliwych pań w sklepach, ciotki na rodzinnych imprezach? No, pięknie... Nie wiadomo, płakać czy się śmiać, czy od razu prewencyjnie walnąć w łeb, żeby pacjent się obudził z letargu. To, co wygadują ludzie w spontanicznych dyskusjach w sklepie czy na antenie radia, zaczyna porażać. Można zrozumieć rozgoryczenie, rozpacz i wściekłość na polityków. Bo sytuacja jest kiepska i żyje się trudno. Ale tok rozumowania wielu osób jest tak wypaczony, że prowadzi do wniosków absurdalnych i zadawania agresywnych pytań o to, co się stało z tym krajem. Bo generalnie można odnieść wrażenie, że ludziom przyśniło się, że nad Wisłą kiedyś było po prostu znakomicie. I ktoś to wszystko zwyczajnie zmarnował. Bo przecież w pytaniu "co ONI zrobili z TĄ Polską", kryje się sugestia, że przedtem (czytaj: przed zmianami 1989 r.) była jakaś fajna, dostatnia i komfortowa Polska. To dość kuriozalne podejście, bo - choć trudno uznać mnie za znawcę PRL - zdążyłem w tej oazie wszelkiego dobrobytu nieco pomieszkać. I do końca życia zapamiętam szarzyznę, siermiężność i beznadzieję. I to, że niektórym wybrańcom bez kręgosłupów żyło się doskonale.
Skala korupcji i związanych z tym afer polityczno-gospodarczych sprawia, że faktycznie trudno przychodzi uspokajanie normalnych, uczciwych ludzi, których trafia szlag na widok tego bagna. Używając terminu ekonomicznego - mamy do czynienia z najgorszym z możliwych "policy mix". Mamy cały zestaw wzajemnie napędzających się żywiołów - korupcja wzmaga rozgoryczenie uczciwych ludzi. To zaś pożywka dla populistów i wyrachowanych cwaniaków, grających na szczytnych hasełkach. Gniew ludzi zaciera wspomnienia. Dochodzi do gloryfikacji peerelowskiego absurdu. Wielu ludzi neguje i odrzuca wolny rynek. Głupota i szamaństwo ekonomiczne triumfują. To fatalne połączenie, bo uniemożliwia promowanie zdroworozsądkowych rozwiązań i sensownych polityków, których chyba zresztą jest coraz mniej. Bagno polskie po prostu.
I żeby było jasne - TO WY, Szanowni Państwo, decydujecie, kogo słuchacie i komu wierzycie. Ze wspomnianego na wstępie przysłuchiwania się rozmowom można wnioskować, że wielu ludzi słucha jednak tych, którzy mówią to, co tłum chce usłyszeć. Ze szkodą dla tłumu, zresztą.